Tag Archives: kwas hialuronowy na zmarszczek

Zasobne w żelazo?

Zieleniny ceni się na ogół m. in. dlatego, że panuje powszechne przekonanie, iż są „pełne żelaza”, czyli ratują od anemii. Nadają cerze zdrowy, świeży wygląd, chronią przed zmęczeniem i w ogóle czyszczą krew oraz wzbogacają ją w hemoglobinę. Jest w tym dużo prawdy, ale trzeba pamiętać, że żelazo jest przyswajalne przez nasz organizm tylko w pewnej części (przeciętnie w 10 do 25%) i że określone warunki uniemożliwiają jego przyswojenie, a inne — ułatwiają. Jeśli np. połączymy zielone warzywa z octem spirytusowym żelazo w nich zawarte przestanie być przyswajalne (ocet winny tego nie powoduje). Ale jeśli wzbogacimy te produkty w witaminę C, to przyswajalność pierwiastka może się zwielokrotnić.
Przyswajalne całkowicie (w 100%) jest tylko żelazo pochodzące z ciemnej melasy (jest go 9,17 mg%) — surowca ubocznego przy produkcji cukru, którą otrzymują dla bydła rolnicy kontraktujący buraki cukrowe. W wielu krajach można kupić tzw. brązowy cukier, który bywał i u nas przed II wojną. Jest on jakby skoncentrowaną melasą, bogatą w przyswajalne żelazo. Ale obecnie mamy’ do dyspozycji wyłącznie cukier biały (kryształ i rafinowane kostki), czyli z wartościowego buraka zostaje tylko sama słodycz. Całe bogactwo składników mineralnych usunięto w procesie oczyszczania.
Do bogatych źródeł żelaza zalicza się: drożdże, melasę, wątroby, żółtka jaj, owsiankę i nasiona roślin strączkowych. Zieleniny należą do średnio obfitych źródeł tego składnika, podobnie jak całe ziarna zbóż, mięso, ryby, drób i orzechy. Ale podkreślmy jeszcze raz, że przyswajalność żelaza może wzrastać dwu- lub trzykrotnie, jeśli równocześnie dostarczamy organizmowi z pożywieniem dużych ilości witaminy C. Powiedzmy, że wątróbkę podajemy z cebulką i cykorią (wg niemieckich źródeł wyjątkowo bogatą w żelazo, bo zawiera go aż 25 mg%, ale wg danych polskich tylko 0,6 mg%) i popijamy winem z róży (Rosa Cinamomea) — która jest najbogatsza w witaminę C (2400 mg%). Wówczas ilość przyswojonego żelaza może wzrosnąć trzykrotnie. Tak więc, z żelazem zawartym w zieleninach sprawa jest nie taka prosta.

W sprawie leczenia rzodkwią

Grecy używali rzodkwi, jako lekarstwa. Rzymianie rozprzestrzenili jej uprawę po całym imperium, czyli aż do dzisiejszej Anglii i dalej. Już wtedy była stosowana w chorobach płuc i przeciw kaszlowi. W Grecji Dioskurides twierdził, że „polepsza wzrok i wpływa regulująco na sprawy kobiece”, w Rzymie Pliniusz polecał ją, jako lek przeciw krwiopluciu, a średniowieczna św. Hildegarda stwierdzała, że „oczyszcza mózg i daje jasność myślenia”. W tym też czasie i do dziś sok z rzodkwi cieszy się w medycynie ludowej wielkim powodzeniem, jako lek przeciwko chorobom woreczka żółciowego i wątroby.
Właśnie te wierzenia ludowe znalazły potwierdzenie w pracach i badaniach klinicznych K. Eimera i H. Henricha, przeprowadzanych w 1935 r. w Niemczech. Sondowali oni dwunastnicę i mogli ustalić wzmożoną produkcję żółci po dostarczeniu organizmowi soku z rzodkwi. Leczyli więc tym środkiem różne choroby wątroby z dobrym skutkiem. Okazało się, że trzeba podawać 150 ml tego soku dziennie, jako najkorzystniejszą dawkę.
W 2 lata później zajął się rzodkwią W. Golder i nie tylko potwierdził jej żółciopędne działanie, ale i… wierzenia starożytnych, gdyż dowiódł korzystnego działania soku z tego warzywa na system oddechowy. Przy chronicznym bronchicie uzyskiwał całkowite wyleczenie. Potem odkryto, że tenże sok świetnie działa przy leczeniu odwodnienia organizmu, przy chorobach serca, reumatyzmie stawów, złośliwej anemii. A obecnie w Polsce wciąż niesłabnącym powodzeniem cieszy się Raphaholin. Mgr Zofia Benedycka w swoim artykule w „Wiadomościach Zielarskich” (nr 4 1976), skąd też pochodzi część danych, tak pisze na zakończenie: „Jeśli nawet nie jest ona (rzodkiew) cudownym lekiem na nasze choroby^ to jednak powinna znaleźć większe zastosowanie w naszych jadłospisach i stać się przynajmniej tak powszechnym warzywem jak rzodkiewka”.