Najzdrowszy chleb świata

W latach trzydziestych naszego wieku do szwedzkiej prowincji Dale­karken przyjechał dr Karol Rosę, aby w tej biednej wówczas okolicy zbadać stan zdrowia ludności. Jakież było jego zdumienie, gdy zauważył; że wszyscy — młodzi i starzy mieszkańcy — mają piękne, zdrowe uzę­bienie. A wiedział, że jadają tu bardzo niewiele warzyw, owoców i mleka, przy czym woda jest miękka, a więc pozbawiona wapnia. Co więc stano­wiło główne pożywienie mieszkańców Dalekarken? Po prostu to, co my nazywalibyśmy suchary lub podpłomyki, a co u nich uchodziło za chleb i nazywało się „Knackebrót”.
Knackebrót produkowano z całego ziarna, prażonego w temperaturze 100°C, a następnie mielonego. Z takiej mąki zarabiało się ciasto z wodą i piekło cieniutkie placuszki, które Szwedki nabijały na patyki i jeszcze dosuszały. Dr Rosę poddał ten chleb badaniom naukowym, a ich wyniki słały się rewelacją na skalę światową. Knackebrót miał wszystkie „skarby” ziarna: witaminy, sole mineralne (m. in. wapń), białko, a także błonnik. Był smaczny, łatwo strawny, nie powodował wzdęć, uśmierzał fermentacje. Powoli ten chleb i jego produkcję udoskonalono. Powstały specjalne ciągi piekarnicze (i u nas są takie we Wrocławiu), opracowywano mieszanki róż­nych odmian żyta i pszenicy. Dziś Knackebrót można spotkać nieomal w ca­łym świecie, od Nowego Jorku do Moskwy i od Paryża do Wrocławia. Oficjalnie został uznany za „najzdrowszy chleb świata”.
A co się stało z mieszkańcami Dalekarken? Po 6 latach od pierwszej wizyty dr Rosę pojechał tam znów. I cóż stwierdził? Oto wszystkie,
W latach trzydziestych naszego wieku do szwedzkiej prowincji Dale­karken przyjechał dr Karol Rosę, aby w tej biednej wówczas okolicy zbadać stan zdrowia ludności. Jakież było jego zdumienie, gdy zauważył; że wszyscy — młodzi i starzy mieszkańcy — mają piękne, zdrowe uzę­bienie. A wiedział, że jadają tu bardzo niewiele warzyw, owoców i mleka, przy czym woda jest miękka, a więc pozbawiona wapnia. Co więc stano­wiło główne pożywienie mieszkańców Dalekarken? Po prostu to, co my nazywalibyśmy suchary lub podpłomyki, a co u nich uchodziło za chleb i nazywało się „Knackebrót”.
Knackebrót produkowano z całego ziarna, prażonego w temperaturze 100°C, a następnie mielonego. Z takiej mąki zarabiało się ciasto z wodą i piekło cieniutkie placuszki, które Szwedki nabijały na patyki i jeszcze dosuszały. Dr Rosę poddał ten chleb badaniom naukowym, a ich wyniki słały się rewelacją na skalę światową. Knackebrót miał wszystkie „skarby” ziarna: witaminy, sole mineralne (m. in. wapń), białko, a także błonnik. Był smaczny, łatwo strawny, nie powodował wzdęć, uśmierzał fermentacje. Powoli ten chleb i jego produkcję udoskonalono. Powstały specjalne ciągi piekarnicze (i u nas są takie we Wrocławiu), opracowywano mieszanki róż­nych odmian żyta i pszenicy. Dziś Knackebrót można spotkać nieomal w ca­łym świecie, od Nowego Jorku do Moskwy i od Paryża do Wrocławia. Oficjalnie został uznany za „najzdrowszy chleb świata”.
A co się stało z mieszkańcami Dalekarken? Po 6 latach od pierwszej wizyty dr Rosę pojechał tam znów. I cóż stwierdził? Oto wszystkie, dosłownie wszystkie, badane przez niego dzieci w wieku 12—14 lat miały już próchnicę. Ale w wiosce nie wypiekano już knackebrółów. Bo i po co? Powstała przecież piekarnia parowa, która codziennie dostarczała świeże, rumiane bułeczki i chleb z mąki białej, jak śnieg. A ludność dalej jadała za mało owoców, warzyw i mleka.
U nas mamy jak dotąd — niestety, tylko knackebróty żytnie, ładnie paczkowane, o nazwie „chleb chrupki”. W Szwecji produkuje się kilka­naście rodzajów knackebrółów z różnych kombinacji mąki. Podobnie zresztą w wielu innych krajach.
Kaloryczność jednej kromki chleba chrupkiego i innych gatunków pieczywa prawie się nie różni”). W chlebie chrupkim brak tylko wody, która przecież nie dostarcza kalorii.