Piekielna przyprawa

Są pewne potrawy, które wprost nie mogą się obejść bez sproszkowanej papryki ostrej, czerwonej (a właściwie brązowej). Należą do nich węgierska zupa rybna oraz gulasz, a u nas — jak sama nazwa wskazuje — paprykarz. Na Węgrzech paprykowanie wędzonej słoniny jest powszechne. W Polsce też dawniej w ten sposób stosowano tę przyprawę.
Papryką posypuje się nieraz pieczone kurczęta — brojlery, aby nabrały ostrzejszego smaku, przyprawia się nią zupy: pomidorową, jarzynową, flaczki i wiele dań mięsnych, a także rybnych. Dodaje się nieraz po odrobinie ostrej papryki do past twarogowych, do majonezów, niektórych potraw z jaj, ryżu, makaronu, fasoli, selerów, kapusty i również do wielu zapiekanek.
Naturalnie, nie można nadużywać tej przyprawy. Ważne jest też, aby stosować ją umiejętnie, tzn. nie gotować, nie dodawać do wrzących potraw, ale — tak jak Węgrzy — przyprawiać potrawę tuż przed podaniem na stół. Papryka gotowana w tłuszczu nie tylko traci smak i kolor, ale w dodatku gorzknieje.