Kategoria: Zdrowe warzywa

Rzeżuchowa łączka

Zimą najbardziej chyba godną polecenia zieleniną jest rzeżucha. Nasion- ka jej moczy się najpierw w wodzie przez 1—2 dni, a potem rozsmarowuje na ligninie zwilżonej i rozłożonej np. na płaskiej tacy (można i na doniczce, by przypominała „babkę wielkanocną”, ale wtedy jest mniej wygodna przy ścinaniu). Gdy łączka zaczyna się zielenić, ścinamy codziennie ok. 1 łyżkę naci na osobę i podajemy do potraw czy chleba. Rzeżucha jest moczopędna. Niektóre osoby reagują na tę właściwość bardzo silnie, tak że trzeba dozować ją indywidualnie. I — nie przesadzać! Nadużycie (ponad 3—5 łyżek) może nawet w krańcowych przypadkach doprowadzić do zapalenia pęcherza i krwawego moczu. Niemniej roślina ta — według niemieckich lekarzy — jest: „jedynym lekarstwem zapobiegającym katarowi, jeśli taki istnieje”. Są osoby, które od wczesnej jesieni do późnej wiosny codziennie jadają po troszku rzeżuchy (3 razy dziennie po łyżeczce) i rzeczywiście są jakby uodpornione na zaziębienia, katary, kaszle, grypy.
Przypomnijmy jeszcze, że rzeżucha należy do tych rzadkich produktów, które zawierają jod. To jego obecność oraz związków siarki powodują przykry zapach kiełkujących nasion, który zresztą mija. Zielona łączka „nie pachnie”. Ale właśnie z powodu jodu, bardzo łatwo przyswajalnego, rzeżuchę poleca się „tarczycowym”. Powinni ją jadać także chorzy na cukrzycę, bo ta maleńka roślinka zawiera nieco chromu.
Przeciw kaszlowi zalecał rzeżuchę z miodem już Hipokrates, a dziś w tym samym celu proponuje się ją palaczom. Paryskie elegantki uważają, że jedzenie rzeżuchy doskonale wpływa na cerę, a wcieranie w skórę głowy soku z jej zielonych listków — na porost włosów (siarka!). Kuchnia francuska lansuje nawet rzeżuchową zupę.
W ostatnich dziesiątkach lat rzeżucha tak się stała modna na świecie, że w każdej „kolekcji” kanapek w barze czy w restauracji znajdą się również i te z rzeżuchą. Można też nabywać wyhodowane na plastykowych tackach zielone łączki. A w wielu ogrodach południowej Europy widać całe grządki rzeżuchy, tym razem ogrodowej, o dużej masie zieleni i żółto kwitnących kwiatkach. Rzeżucha należy do rodziny roślin krzyżowych — tak jak wszystkie kapustne.

A jednak kapusta — nie dla wszystkich

Już wspominałam, że nie każda wątroba i nie każdy żołądek trawi kapustę. Jest ona bowiem dość ciężko strawna. Dlatego też nieraz „wątrobiarze” lepiej znoszą kapustę kiszoną lub gotowaną od surowej.
Ale — jak większość roślin z rodziny krzyżowych — tak i kapusta ma własności wolotwórcze i nie jest wskazana dla osób z niedomaganiami tarczycy. Wprawdzie nie działa tak silnie, jak np. brukiew, niemniej wystarczy, by niektórzy „tarczycowi” gorzej się po jej zjedzeniu poczuli. We Francji wytypowano nawet okolice, gdzie ludność jada bardzo dużo kapustnych (stanowią one tam niemal podstawę odżywiania) i gdzie choroby tarczycy występują wprost nagminnie. Więc „tarczycowi” nie powinni nadużywać kapusty w żadnej postaci — ani jako pożywienia, ani jako „leku”.

Rodzina kapustnych

Edward Hyams rozpoczyna rozdział pł. „Kapusta i królowie”*), pięknie mówiąc o ludziach, którzy hodowali warzywa, „…przecież pospolite warzywa, które spożywamy codziennie, są w równej mierze dziełem umysłu ludzkiego, jak na przykład rzeźba lub malowidło. Ich twórcy, którzy przekształcili rośliny ze stanu dzikiego, zwykłe chwasty w uprawne odmiany zaangażowali w to swoją inteligencję i inwencję twórczą, podobnie jak artysta w tworzenie dzieła sztuki”. I dalej: „Człowiek, który przekształcił chwasty w pokarmy miłe naszemu podniebieniu i żywiące nasze ciało, nie zyskuje uznania podobnego artystom, gdyż opieramy się na. prastarej zasadzie, że duch jest godniejszy od ciała. Jest to zadziwiające, bo chociaż nie samym chlebem człowiek żyje, to jednak nie mógłby żyć bez chleba”. I jeszcze dalej …„staramy się poznać historię królów, a nie interesuje nas kim byli przodkowie kapusty, jak rozszerzała swoje panowanie szlachetna i królewska rodzina kapustnych”.
Dziki przodek kapusty (Brassica oleracea) pochodził z Europy, znad wybrzeży Morza Śródziemnego, szczególnie z Anatolii, gdzie do dziś można znaleźć wiele jej dzikich form. Już Grecy ją znali, a Teofrast (372— 287 p.n.e.) wymienia 3 odmiany. W pierwszych dziesiątkach lat naszej ery Pliniusz Starszy wymienia 6 odmian kapusty uprawianej w Italii. W XVIII w. znanych jest w Europie dwadzieścia, a w XIX w. — trzydzieści odmian kapusty. Starożytne bliskowschodnie cywilizacje nie znały kapusty zupełnie. Najprawdopodobniej została udomowiona jakieś ok. 1 tys. lał p.n.e., i to pewnie przez Celtów, albo też Celtowie przyjęli kapustę od Liguryj- czyków. Ciekawe, że brukselka, kalafiory i brokuły są mutantami kapuścianego rodu.

W sprawie leczenia rzodkwią

Grecy używali rzodkwi, jako lekarstwa. Rzymianie rozprzestrzenili jej uprawę po całym imperium, czyli aż do dzisiejszej Anglii i dalej. Już wtedy była stosowana w chorobach płuc i przeciw kaszlowi. W Grecji Dioskurides twierdził, że „polepsza wzrok i wpływa regulująco na sprawy kobiece”, w Rzymie Pliniusz polecał ją, jako lek przeciw krwiopluciu, a średniowieczna św. Hildegarda stwierdzała, że „oczyszcza mózg i daje jasność myślenia”. W tym też czasie i do dziś sok z rzodkwi cieszy się w medycynie ludowej wielkim powodzeniem, jako lek przeciwko chorobom woreczka żółciowego i wątroby.
Właśnie te wierzenia ludowe znalazły potwierdzenie w pracach i badaniach klinicznych K. Eimera i H. Henricha, przeprowadzanych w 1935 r. w Niemczech. Sondowali oni dwunastnicę i mogli ustalić wzmożoną produkcję żółci po dostarczeniu organizmowi soku z rzodkwi. Leczyli więc tym środkiem różne choroby wątroby z dobrym skutkiem. Okazało się, że trzeba podawać 150 ml tego soku dziennie, jako najkorzystniejszą dawkę.
W 2 lata później zajął się rzodkwią W. Golder i nie tylko potwierdził jej żółciopędne działanie, ale i… wierzenia starożytnych, gdyż dowiódł korzystnego działania soku z tego warzywa na system oddechowy. Przy chronicznym bronchicie uzyskiwał całkowite wyleczenie. Potem odkryto, że tenże sok świetnie działa przy leczeniu odwodnienia organizmu, przy chorobach serca, reumatyzmie stawów, złośliwej anemii. A obecnie w Polsce wciąż niesłabnącym powodzeniem cieszy się Raphaholin. Mgr Zofia Benedycka w swoim artykule w „Wiadomościach Zielarskich” (nr 4 1976), skąd też pochodzi część danych, tak pisze na zakończenie: „Jeśli nawet nie jest ona (rzodkiew) cudownym lekiem na nasze choroby^ to jednak powinna znaleźć większe zastosowanie w naszych jadłospisach i stać się przynajmniej tak powszechnym warzywem jak rzodkiewka”.

Bogactwa rzodkwi

Każdy, kto ucierał na tarce obraną z czarnej skórki białą w środku rzodkiew wie, jak ostry i przykry wydziela zapach. Te jej lotne substancje to silnie działające bakteriobójcze fitoncydy, ale i towarzyszące im gazy. Rzodkiew jest bardzo zasobna w siarkę. Ma jej 400 mg% (chrzan 248—500 mg%), brukselka (165 do 500 mg%), a suszone ziarno soczewicy nawet aż 700 mg%; rzeżucha ma tyle samo siarki co rzodkiew. Siarka na pewno pomaga cebulkom włosowym, jeśli wykazują jej braki. Ale wpływa również korzystnie na wątrobę. Kto nie zetknął się z Raphacholinem? Rzodkiew zwie się po łacinie Raphanus safvus, i stąd taka właśnie nazwa żółciopędnego leku, produkowanego na bazie soku z rzodkwi.
A co jeszcze, poza siarką, jest w rzodkwi? Mnóstwo potasu, bo aż 487 do 900 mg%, niewiele sodu, bo tylko ok. 40 mg%, dużo wapnia (80 mg%), trochę magnezu (ok. 15,1 do 100 mg%), mało fosforu (80 mg%) i sporo chloru (100 mg%). Witamin w rzodkwi nie ma wiele. Jest trochę
witaminy A (120 j.m.) i C (10 mg%).
Rzodkiew jest wyraźnie zasadotwórcza ( + 5). 100 g dostarcza 40 kcal (167 kj). Są też w niej zawarte różne mikroelementy, ale niedostatecznie jeszcze zbadane. Wspomnijmy o jednym. Rzodkiew należy do nie najuboższych źródeł manganu (2—10 mg/ kg), który ponoć też sprzyja włosom, ich urodzie i zapobiega siwieniu. Ale jest potrzebny nie tylko włosom, jego sole zwiększają aktywność wielu enzymów. Odgrywa też dużą rolę w przemianie węglowodanów oraz tłuszczów zwierzęcych. Przy okazji warto dodać, że najwięcej manganu rpa herbata, bo 150 do 900 mg/ kg, a także żurawiny (od 40 do 200 mg/ kg) oraz pieprz (65 mg/ kg). Człowiek potrzebuje tego pierwiastka bardzo niewiele, choć nie może się bez niego obejść. Także drób przy niedoborze manganu choruje na poważne zniekształcenia kości nóg i skrzydeł, uniemożliwiające poruszanie się (choroba, zwana perosis lub slippet tendon), a konie cierpią na niedokrwistość.
Nadmiar manganu jest też szkodliwy, choć w praktyce raczej rzadko się z nim stykamy. A niedobór bardzo łatwo uregulować, jadając odpowiednie produkty w mangan zasobne. O żurawiny wprawdzie coraz trudniej, ale o herbatę — nie, a rzodkiew wchodzi w modę na całym świecie, więc i u nas warto ją spopularyzować