Kategoria: Zdrowe jedzenie

Witamina K i liście

Jeśli już tak chwalimy warzywa liściaste za kwas foliowy, to trzeba choćby wspomnieć o witaminie K, którą można uzyskać niemal że jedynie z liści. Jest ona czynnikiem przeciwkrwotocznym, wytwarzanym przez naszą florę bakteryjną w przewodzie pokarmowym i na ogół te „dobre bakterie” dostarczają jej dość. Ale kuracje antybiotykowe niszczą sprzyjające nam drobnoustroje, które mogą być zastąpione innymi, produkującymi zbyt mało witaminy K. Nieraz objawia się to krwawieniem z nosa, długotrwałym gojeniem ran itp. Otóż wtedy trzeba od razu sięgać do zielonych skarbów przyrody, gdyż zieleniny zawierają duże zapasy czynnika przeciwkrwotocznego. A przy okazji — jak wiadomo — pija się kwaśne mleko, kefir, jogurt, aby zmienić i uzupełnić florę bakteryjną w przewodzie pokarmowym.

Kwas foliowy w ciąży zawarty w zieleninach

Omawiając kolejne „zieleniny”, podajemy ich wartości witaminowe i mineralne, ale — rzecz jasna — nie przedstawiamy wszystkich składników odżywczych. Warto jednak zwrócić uwagę na jedną z witamin grupy B, o nazwie: kwas foliowy, w którą właśnie te produkty są bogate. Otóż potrafi on — między innymi — leczyć specjalny rodzaj anemii (powstawanie megaloblastów, czyli niedojrzałych komórek krwi, których nigdy nie ma we krwi zdrowej). Praktycznie biorąc, na schorzenie to nie pomaga ani żelazo, ani witamina B12, dopóki organizm nie będzie miał dość kwasu foliowego.
Kwas foliowy to nazwa kilku podobnych związków, którą przyjęto w 1941 r., gdy trzej uczeni (Mitchell, Shnell i Williams) zużyli 4 tony szpinaku, aby wyekstrahować z jego liści (fol/um — liść) witaminę. Później otrzymano też kwas foliowy na drodze syntetycznej. Okazało się następnie, że nie tylko liście są zasobne w ten związek, ale także drożdże, wątroba, chleb z pełnego przemiału ziarna itd. Co prawda warzywa liściaste — szczególnie jedzone na surowo — są najbardziej dostępnym i ekonomicznym jego źródłem.
Kwas foliowy jest dość powszechny w produktach spożywczych, ale nie zawsze dociera do naszych organizmów, gdyż bardzo go wiele ulega rozkładowi w czasie obróbki kulinarnej. Łatwo się rozpada pod wpływem światła słonecznego i zbyt podwyższonej lub zbyt obniżonej temperatury (np. w lodówce). Sam nie jest łatwo rozpuszczalny w wodzie, ale jego sole (pod ich postacią zwykle występuje) szybko ulegają rozpuszczeniu. A więc, choć jest niby ogólnie dostępny, wiele osób cierpi na jego niedobór, szczególnie ci, którzy nie jadają zielenin na surowo. Dodajmy, że związek ten nie wyleczy z anemii pochodzącej z niedoboru żelaza, ale w niedokrwistości na tle pokarmowym, niedokrwistości złośliwej kobiet ciężarnych i we wspomnianym już schorzeniu, przy którym powstają megaloplasty, daje prawie natychmiastową poprawę.
Osoby, którym choćby lekko dokucza niedobór kwasu foliowego ), łatwo poddają się stresom, opanowuje je depresja i złe nastroje. Gdy niedobór kwasu foliowego staje się bardzo poważny, można obserwować takie objawy, jak: bolesny język, obolałe usta, długo niegojące się ranki, stany zapalne w przewodzie pokarmowym, zaburzenia umysłowe i zmniejszona odporność na infekcje.
Niedobór tej witaminy u kobiet w ciąży może spowodować, że dziecko będzie podatne na choroby, a gdy jest bardzo wyraźny, noworodek może być nawet opóźniony w rozwoju. Badania przeprowadzane w Południowej Afryce wykazały, że 57% dzieci urodzonych przez matki, które w czasie ciąży miały duże niedobory kwasu foliowego, wykazywało nienormalny albo bardzo opóźniony rozwój, szczególnie umysłowy. Badacze amerykańscy stwierdzili, że obecnie o wiele rzadziej na świecie spotyka się niedobór witaminy Bj2# niż niedobór kwasu foliowego.
Do przejścia -kwasu foliowego z formy nieprzyswajalnej w przyswajalną, konieczna jest witamina C, która wywołuje ten proces. Ale są również czynniki niszczące w organizmie ludzkim kwas foliowy. Do najważniejszych należy alkohol. Może starożytni Rzymianie mieli rację, gdy na biesiadach, obficie popijając wino, przegryzali między daniami surowe liście kapusty.
Dobrymi źródłami kwasu foliowego są — powtórzmy: wszelkie warzywa liściaste, m. in. boćwina i botwina, endywia, szpinak, cebula, szczypiorek, natka (mają po ok. 0,20 mg% kwasu foliowego), mniej więcej tyle ma też chleb razowy, trochę więcej (bo ok. 0,30 mg%): wątroba wołowa, drożdży, otręby pszenne, szparagi i jarmuż, a mniej (bo ok. 0,10 mg%): rzepa, marchew, ziemniaki, kapusta, cebula, zielony groszek, jaja, wołowina.

Witaminy w zieleninach

Chyba najlepiej przedstawi to tabelka. Zestawienie oparto na: Tabelach składu i wartość/ odżywczych produktów spożywczych prof. A. Szczygła i współpracowników oraz niemieckiej książce prof. dr W. Heupke i dr G. Rost: Was entha/ten unsere Nahrungs-mittel?, według której podałam wskaźniki zasadotwórczości i kwasowości produktów oraz obecność w nich witamin E, B6, D i K oraz potasu. Warto zresztą z tych źródeł korzystać, choć dane różnią się nieraz (np. zawartość witaminy C w koperku: 100 i 200 mg%). Ale wiemy przecież, że różnice w składzie produktów mogą być nawet bardzo duże, bo zależą od wielu czynników, jak: gleba, nawożenie, pora zbioru, klimat, odmiana, nasłonecznienie itd. A więc tego typu dane zawsze trzeba przyjmować tylko jako orientacyjne.
W każdym razie z tabelki wynika jasno, jak wartościowe dla organizmu są zieleniny. Posypywanie zieloną natką pietruszki czy koperkiem zup, ziemniaków, sałatek, chleba czy jaj, mieszanie ich z masłem i twarożkiem to — niezwykle korzystny zwyczaj. Zieleniny dodają przy tym potrawom apetycznego wyglądu, co — jak wiadomo — wywołuje lepsze wydzielanie soków żołądkowych, czyli usprawnia trawienie i przyswajanie.

Zasobne w żelazo?

Zieleniny ceni się na ogół m. in. dlatego, że panuje powszechne przekonanie, iż są „pełne żelaza”, czyli ratują od anemii. Nadają cerze zdrowy, świeży wygląd, chronią przed zmęczeniem i w ogóle czyszczą krew oraz wzbogacają ją w hemoglobinę. Jest w tym dużo prawdy, ale trzeba pamiętać, że żelazo jest przyswajalne przez nasz organizm tylko w pewnej części (przeciętnie w 10 do 25%) i że określone warunki uniemożliwiają jego przyswojenie, a inne — ułatwiają. Jeśli np. połączymy zielone warzywa z octem spirytusowym żelazo w nich zawarte przestanie być przyswajalne (ocet winny tego nie powoduje). Ale jeśli wzbogacimy te produkty w witaminę C, to przyswajalność pierwiastka może się zwielokrotnić.
Przyswajalne całkowicie (w 100%) jest tylko żelazo pochodzące z ciemnej melasy (jest go 9,17 mg%) — surowca ubocznego przy produkcji cukru, którą otrzymują dla bydła rolnicy kontraktujący buraki cukrowe. W wielu krajach można kupić tzw. brązowy cukier, który bywał i u nas przed II wojną. Jest on jakby skoncentrowaną melasą, bogatą w przyswajalne żelazo. Ale obecnie mamy’ do dyspozycji wyłącznie cukier biały (kryształ i rafinowane kostki), czyli z wartościowego buraka zostaje tylko sama słodycz. Całe bogactwo składników mineralnych usunięto w procesie oczyszczania.
Do bogatych źródeł żelaza zalicza się: drożdże, melasę, wątroby, żółtka jaj, owsiankę i nasiona roślin strączkowych. Zieleniny należą do średnio obfitych źródeł tego składnika, podobnie jak całe ziarna zbóż, mięso, ryby, drób i orzechy. Ale podkreślmy jeszcze raz, że przyswajalność żelaza może wzrastać dwu- lub trzykrotnie, jeśli równocześnie dostarczamy organizmowi z pożywieniem dużych ilości witaminy C. Powiedzmy, że wątróbkę podajemy z cebulką i cykorią (wg niemieckich źródeł wyjątkowo bogatą w żelazo, bo zawiera go aż 25 mg%, ale wg danych polskich tylko 0,6 mg%) i popijamy winem z róży (Rosa Cinamomea) — która jest najbogatsza w witaminę C (2400 mg%). Wówczas ilość przyswojonego żelaza może wzrosnąć trzykrotnie. Tak więc, z żelazem zawartym w zieleninach sprawa jest nie taka prosta.

Zieleniny — radość nie tylko dla oczu

Jedni do „zielenin” zaliczają wszystko co zielone i jadalne, inni tylko rośliny przyprawowe, jak natkę pietruszki, szczypiorek, koperek, ewentualnie szczypior. W wielu krajach do tej grupy niezmiernie cennych dla zdrowia produktów zalicza się też soki wyciskane np. w selerów łodygowych (naciowych) lub z pietruszki naciowej itp. Wysoko ceniony jest fenkuł („cebula” kopru włoskiego), szpinak nowozelandzki, portulaka, roszponka, boćwina, dalej: sałata majowa, krucha, krakowska (zwana też głąbikiem krakowskim) lub inna jej odmiana — endywia oraz cykoria. Zieleniną należy też nazwać rzeżuchę czy jarmuż (było o nim przy kapustnych). We Francji jada się powszechnie młode rozety mniszka lekarskiego, czyli dmuchawca, a u nas coraz bardziej popularyzuje się młoda pokrzywa (głównie sok) oraz wiele roślin przyprawowych w stanie świeżym, jak: estragon, tymianek, lubczyk, melisa, mięta, szałwia z „naszego ogródka”, bo raczej nie spotyka się ich w handlu.

Czy kapusta leczy

Od dawna wiedzieliśmy, że sok z kapusty kiszonej jest smaczny i zdrowy. Niemieccy badacze dowiedli naukowo, że jest doskonały na „kaca”, o czym zresztą medycyna ludowa i „szlachecka” u nas od dawna z doświadczenia wiedziały. Zawiera też więcej niż sama kapusta witaminy C, gdyż kwas askorbinowy jest niejako produktem ubocznym działalności drobnoustrojów w kiszonce. W soku takim znajduje się też większość składników odżywczych rozpuszczalnych w wodzie.
Ale ostatnio naukowcy dowodzą, że równie nieocenionym skarbem żywieniowym jest sok ze świeżej kapusty, który łatwo dziś otrzymać, gdy w domu mamy sokowirówkę. Na pewno więcej go można wypić niż zjeść liści kapusty, a przy tym nikomu nie szkodzi, podczas gdy niektóre osoby z wrażliwą wątrobą czy żołądkiem nie znoszą surowej kapusty.
„Wrzody przewodu pokarmowego są ceną, którą płacimy za nowoczesne życie”. „Stresy, które niesie cywilizacja, są tak liczne i intensywne, że wystarczają jako powód wrzodu żołądka”. Te i tym podobne stwierdzenia słyszy się często. I rzeczywiście wrzody przewodu pokarmowego należały niegdyś do rzadkości, gdy dziś są nieomal powszechnym schorzeniem.
Ale nie zapominajmy, że przeciętny wiek życia człowieka w tych dawnych, spokojnych, „złotych” czasach wynosił ok. 32 lata, podczas gdy obecnie — 78 lat. Warto też zastanowić się, czy nie przeceniamy wpływu czynnika psychogennego na powstawanie tej choroby. Ogromny wpływ ma tu przecież także sposób odżywiania.
Oto mały przykład ) z książki amerykańskiego lekarza dra Sięgała. Jeńcy amerykańscy, przebywający w niewoli japońskiej podczas II wojny, byli żywieni niewielką ilością ryżu nieoczyszczanego, niełuskanego, a więc z otrębami. Japończycy sami takiego ryżu nie jadali, dawano go tylko inwentarzowi. Na 6 tys. jeńców w Tokio nie było ani jednego przypadku choroby wrzodowej. W obozach w Kobe i Osaka stwierdzono jeden przypadek tego schorzenia na ponad 7 tys. więzionych.
Natomiast jeńcy przebywający w Hong-Kongu otrzymywali lepsze wyżywienie, a jednak choroba wrzodowa należała łam do bardzo częstych. Gdy przeniesiono ich do Japonii i karmiono ryżem nieoczyszćzanym, przypadki wrzodów żołądka powoli spadły do zera. Czy można obecne, „nowoczesne” stresy porównać z tym, co przeżywali jeńcy wojenni w obozach japońskich, zmuszani do niewolniczej pracy nad budową bur- mańskiej linii kolejowej? Przecież 40% ich umierało. Ale na wrzody nie chorowali. Choć sami Japończycy — którzy jadają ryż tylko po oczyszczeniu (pozbawiony błonnika zawartego w otrębach) — na chorobę wrzodową chorują często, według dra Sięgała, najczęściej w świecie.
Choroba wrzodowa była też częsta w armii hitlerowskiej. Gdy jednak żołnierze znalćżli się w opuszczonej strefie radzieckiej i z głodu zmuszeni byli jadać surowe warzywa, wyrywane nieraz wprost z ziemi, występowanie tego schorzenia zaczęło się wyraźnie zmniejszać. Dr Sięgał tłumaczy ten fakt, wyjaśniając mechanizm procesu trawienia.
Otóż w przewodzie pokarmowym człowieka odbywa się wewnętrzna mała „wojna” pomiędzy wydzielanymi sokami. Z jednej strony jest substancja (mucyna), która chroni ściany żołądka przed „samostrawieniem”. Z drugiej strony żołądek wydziela bardzo silne czynniki trawiące, jak kwas solny i pepsynę. Ale sama mucyna „nie daje rady”, musi jej pomóc odpowiednie odżywianie. Niektóre produkty, w niektórych warunkach, potrafią utrzymać soki żołądkowe w odpowiedniej koncentracji. Np. białka, które neutralizują kwas i pepsynę. Ale tłuszcze, mąka, cukier już tę równowagę naruszają. Toteż dieta nie powinna być jednostronna. Inaczej stwarza warunki do trawienia błon śluzowych żołądka, a w następstwie powstają wrzody. Dieta uboga w białka, w błonnik i surowe warzywa, a bogata w produkty oczyszczane prowadzi wprost do choroby wrzodowej. Prócz błonnika (otręby) i białka (nabiał, ryby, drób, mięso) takie ochronne znaczenie mają — wg dra Sięgała — również surowe warzywa. –
Dr Garnett Cheney z USA leczy wrzodowców kapustą. Eksperymentował początkowo na zwierzętach. Doprowadzał je sztucznie do choroby wrzodowej, a następnie podawał liście kapusty uzyskując doskonałe wyniki. Wobec czego wypróbował tę metodę na pacjentach-wolontariuszach. Podawał im 5 razy dziennie napój, złożony z 10—20 dag soku z kapusty
i 5 dag soku z selerów. Większość wyzdrowiała po 6—9 dniach, podczas gdy normalne tradycyjne leczenie trwa przeciętnie 42 dni. Następnie wiele innych badań przeprowadzanych przez lekarzy potwierdziło fakt, że sok ze świeżej kapusty leczy chorobę wrzodową średnio u 84,6% pacjentów.
Czynnik antywrzodowy zawarły w soku kapuścianym nazwano nawet początkowo „witaminą U”. Potem z nazwy tej zrezygnowano, przypuszczając, że tajemniczy związek nie jest witaminą. Jego struktury chemicznej dotychczas nie zbadano, wiadomo jedynie, że goi wrzody, a także do nich nie dopuszcza. Dalsze badania wykazały, że siła terapeutyczna soku zależy od wielu warunków: od odmiany kapusty, a także gleby, na której rosła, od czasu zbioru itd. Lekarze więc marzą o leku w pigułce o ustalonym działaniu, ale póki co — stosują naturalny sok z kapusty. Picie go polecają też zdrowym profilaktycznie, a również… dla smaku. Odpowiednio sporządzony koktajl z soku z kapusty wymieszany z sokiem pomarańczy, marchwi i selera (także łodygowego), przyprawiony cytryną i sokiem pomidorowym jest po prostu wyśmienitym napojem.
W celach leczniczych trzeba wycisnąć sok z główki kapusty o ciężarze ok. 1 kg. Zimą potrzebne będą do tego 2 główki, gdyż warzywo jest wówczas mniej soczyste od letniego czy jesiennego. Można ten sok otrzymać w isokowirówce, można kapustę zmiksować i przetrzeć przez sito. A tego soku — w dawkach leczniczych — należy pić 5 szklanek dziennie w mniej więcej równych odstępach czasu.
Dodajmy, że o soku z kiszonej kapusty dr Sięgał nie wspomina. Amerykanie w ogóle dopiero od niedawna zaczęli kisić kapustę i sprzedawać ją w puszkach. Dotychczas kiszonki z warzyw były tu uważane za: „jedzenie zepsute”.
We Francji uważano od lat, że surowa kapusta, np. w formie surówki skropionej sokiem z cytryny lub octem winnym, jest znakomitym lekarstwem na obrzęki, powstałe wskutek zatrzymywania wody w organizmie. Prof. dr L. Binet poleca w tym celu jadanie dziennie po 30—40 dag takiego dania. Zwykle 10—20 dni kuracji już pomaga.
W naszej medycynie ludowej od lat używano okładów z kiszonej kapusty na odmrożenia. Odmrożone, czerwone, piekące palce u nóg czy rąk można wyleczyć, stosując kompresy pod ceratką z kiszonej kapusty — aż do skutku. Sok kapuściany stosowany zewnętrznie leczy również wszelkie wrzody i ranki, a także łagodzi bóle reumatyczne, neuralgiczne, kulszowe.
Surowy sok z kapusty podaje się też w wielu krajach od lat anemicznym panienkom. Łatwo to dziś wytłumaczyć zasobnością tego warzywa w związki żelaza, a także w wiele witamin.
Wskazane jest podawanie soku z kapusty osobom chorym na cukrzycę. Wykryto bowiem w tej roślinie czynnik antycukrzycowy, ale — niestety — bardzo nietrwały. Najlepiej więc polecać w takich przypadkach jadanie surówki z kapusty.
Kapusta kiszona pomaga w trawieniu, a równocześnie jest też dobrym środkiem dezynfekującym przewód pokarmowy.

Mutanty kapuścianego rodu

Z pochodzeniem brukselki są kłopoty. Najtęższe głowy nie mogą sobie dać rady z zagadką: kiedyż to powstała w tej formie, w jakiej ją dziś jadamy. Wiadomo bowiem, że nie znano jej we Francji aż do końca XVIII w., a w Anglii rozpowszechniła się w XIX w. Ale równocześnie odkryto jakieś stare książęce rachunki francuskie i angielskie, w których jest najwyraźniej napisane, ile wydano na zakup tej jarzyny w XIII lub XV w. (rachunki dotyczą r. 1213 i 1472).
Nieco inna sprawa jest z brokułami. Wiele osób uważa je za „nowość”, „warzywo mało znane” i dopiero od kilku lat w Polsce propagowane. Otóż wszystko wydaje się wskazywać na to, że są one starsze od kalafiorów. Jedne i drugie — wiadomo — są mutantami kapusty! Kiedyś kalafiory nazywano „kapustą cypryjską”, ale podane przez Pliniusza jej cechy charakterystyczne bardziej odpowiadają brokułom niż kalafiorom.
Kto był kiedyś na rynku sycylijskim ten wie, ile rozmaitych odmian kalafiora można tam zobaczyć. Różnią się formą, kształtami, rozmiarami, nawet kolorem. Wprost imponują różnorodnością.
Hodowcę tych mutantów poczciwej kapusty można uznać za dobroczyńcę ludzkości. Ale trzeba też pamiętać, że całe pokolenia „dobroczyńców” musiały pracować, aby… „udomowić” kapustę, z której potem powstały mutanty. Drogą żmudnych selekcji, hodowli, pielęgnacji dały nam kalafiora i brokuły w ich dzisiejszej postaci.
Kalafior trafił do Francji dopiero w XVI w., a do Anglii w XVII w.
I jeszcze długo nasiona sprowadzano z Włoch, Cypru, Malty i Sycylii. Do nas warzywo to przywędrowało w XVII w. i zwano je wtedy zielonymi kalafiorami lub kapustą szparagową.
W języku niemieckim łatwo się zorientować, które warzywa należą do rodziny kapustnych, bo w każdej z nazw powtarza się słówko Kohl (kapusta), np. Griinkohl — jarmuż, Blumenkohl — kalafior itp. Tylko Wirsing — kapusta włoska nie ma tego przyrostka. W naszym języku kapustne bardzo^ różnią się nazwami, np. jarmuż, kalarepka, brokuły itd. Przypatrzmy się zestawieniu, porównując ich wartości odżywcze. Dane dotyczą zawartości w 100 g produktu.

Zaglądnijmy w przeszłość rzodkiewki

Najwcześniejszą wzmiankę na temat uprawy rzodkwi znaleźć można w pracy chińskiej Rhya, pochodzącej z 1100 r. p.n.e. Wynikałoby z niej, że „udomowiono” to warzywo jakieś 1500 lat p.n.e. W Chinach i Japonii jest mnóstwo przeróżnych odmian rzodkwi. Niektóre mają korzenie, których ciężar dochodzi nawet do 16 kg*). Z Chin pochodzą również dzikie gatunki tej rośliny. Ale Herodot twierdzi, że uprawa jej była znana na Zachodzie jeszcze wcześniej, niż w Chinach.
Rzodkiewki są wymieniane na płycie piramidy Cheopsa (ok. 2580 lat
p.n.e.), wśród innych produktów, które kupowano, aby wyżywić jej budowniczych. Rysunek rzodkwi można też znaleźć w Karnaku, w Górnym Egipcie, w świątyni Ammona. Wszystko to zdradza, że rzodkiew w kręgu śródziemnomorskim znano już od ok. 5000 lat.

Powodzenie rzodkiewek

Rzodkiewka, to też Raphanus sativus, tyle że warietas radicula. Od dawna zdobyła sobie u nas powodzenie i można powiedzieć, że nieomal wyparła rzodkiew. A prawdę mówiąc, jest od niej mniej wartościowa, choć też nie można jej odmówić pewnych zalet. Ma m.in. trochę molibdenu i jodu, jest bardziej zasadołwórcza ( + 6), dostarcza mniej wartości energetycznej (w 100 g tylko 21 kcal — 88 kJ), ale i o wiele mniej potasu (236 mg%). Ponadto — 2 razy więcej sodu, mniej wapnia (29—50 mg%) i o wiele mniej magnezu (tylko 8 mg%), 10 razy mniej siarki i ok. 2,5 raza mniej chloru (40 mg%). Posiada trochę witamin grupy B (26—80 mcg B i 17—25 mcg B2), oraz 0,1—17 mg% PP, a także więcej witaminy C (25 mg%).
Wynilća z tego jasno, że warto jadać i rzodkiewkę, i rzodkiew. Ale dla wielu ta druga będzie bardziej „lekiem”, a pierwsza — raczej „smaczkiem”. Choć znane są przypadki leczenia nadkwasoły rzodkiewkami. Pewien pan jadający dużo mięsa i potraw mącznych, którego w nocy budziło „palenie w dołku” i inne objawy niestrawności i nadkwasoty, po kuracji rzod- kiewkowej poczuł się dużo lepiej. Mógł zrezygnować z leków, a wszelkie dokuczliwości minęły. Odtąd po obfitszych kolacjach zawsze stawiał sobie na nocnym stoliku talerzyk z kilkoma rzodkiewkami, jako SOS.
Rzodkiewki mają też tę przewagę nad rzodkwią, że nie pachną zbyt intensywnie. Ale i nie są żółciopędne, więc nie pomogą wątrobie, ani łysiejącej głowie, tak jak rzodkiew.

Marchwiane bogactwa

Jesteśmy już tak przyzwyczajeni do widoku pomarańczowej marchewki, że wydaje nam się, iż od setek lat była taka sama. Tymczasem marchew — jaką znamy — jest warzywem „udomowionym” później niż ziemniaki. Poza tym wcale nie musi być koloru, który my określamy jako marchewkowy. W starożytności była rozpowszechniona marchew biała, a purpurowe korzenie dotąd cieszą się wielkim powodzeniem na Wschodzie. Karierę w Europie rozpoczęły korzenie żółte. Wszystkie te marchwie to mutanty. A pomarańczowa pochodzi od mutanta marchwi purpurowej. Wyhodowano go w Holandii w XVII w. i rozpowszechnił się w całej Europie dopiero w następnym stuleciu..Owszem, marchew purpurowa była znana wcześniej, ale też dopiero w XIV—XV w. Jeden z ówczesnych autorów pisał z Anglii do Francji: „Marchewki są to czerwone korzenie sprzedawane na targu w pęczkach. W każdym pęczku jest jedna marchew biała” ).
Dziś Europę i Amerykę opanowała marchew „pomarańczowa” („marchewkowa”), choć też w najrozmaitszych odmianach, formach i kształtach.