Kategoria: Tipy urodowe

Czarna rzodkiew leczy łysych, a rzodkiewka — nadkwasotę

Nie każdemu czarna rzodkiew pomoże na włosy, ale wielu osobom sok z niej wcierany w głowę uratował łysiejącą czaszkę. Widocznie były w nim te składniki, których właśnie brakowało cebulkom włosowym, by mogły „produkować” włosy. Znam osoby, które systematycznie, co roku jesienią i zimą, wcierają w skórę głowy sok z tego warzywa na kilka godzin lub na moc (przed myciem) i które mają wspaniałe, bujne włosy mimo późnego wieku. Ale znam też i ludzi, którym ten sok niestety nie pomógł, a lekarze specjaliści — odpowiednią terapią — poprawili stan owłosienia. Jak zwykle — są i takie łysiny, którym nikt i nic nie pomoże.

Właściwości lecznicze chrzanu

Chrzan jest przede wszystkim bardzo bogaty w fitoncydy. Od wieków wiedziano, że wielkanocną szynkę trzeba podać z chrzanem (np. tartym, świeżym), to będzie smaczniejsza i trwalsza. Podobnie dodaje się liści i pokrajanych korzeni do kiszonek, marynat, przetworów z grzybów, pomidorów czy ogórków, aby je na dłużej zakonserwować. W wielu krajach dodatek chrzanu do mięs i ryb uważany jest wprost za konieczność, tak jak my, w polskiej kuchni, nie wyobrażamy sobie ćwikły bez chrzanu. Krakowskie badania stwierdziły, że ma on własności pleśniobójcze, o czym gospodynie wiejskie wiedziały od dawna z praktyki. Korzenie tej rośliny wpływają dodatnio na trawienie i podnoszą strawność pokarmów, nawet gdy są spożywane w niewielkich ilościach. Chrzan zawiera sporo witaminy C, bo według jednych źródeł od 59 do 76 mg%, a według innych od 100 do 250 mg%. Prawdopodobnie zależy to też od warunków środowiska, klimatu, pogody itd. Poza tym ma troszkę witaminy A oraz ślady witamin grupy B. Wartość energetyczna 100 g wynosi 74 kcal (310 kJ). Bogaty jest też w składniki mineralne: potas i siarkę. Poza tym zawiera trochę wapnia, fosforu, magnezu, żelaza, sodu. Pobudza pracę żołądka, jest dobrym środkiem moczopędnym i anłyszkorbutowym. Sporządzane z niego wyciągi na winie lub wodzie i syropki poleca się na zwiększenie apetytu, przy skłonnościach do anemii, jak również przy chronicznych katarach i bronchitach.
Wyciągi z chrzanu stosuje się też zewnętrznie do nacierań, np. przy bólach reumatycznych lub jako kataplazmy. A tarty chrzan ze śmietanką według francuskich elegantek ma rozjaśniać piegi i plamy na skórze. Korzeń wysuszony, tak jak i świeży, zachowuje swoje działanie lecznicze.
Co w chrzanie piecze i wyciska łzy z oczu? Otóż — olejek lotny, zawierający związki siarki, zwane synigryną. Póki tkwi w miąższu rośliny, jest neutralny. Gdy jednak korzeń rozdrobnimy, np. utrzemy, uszkadzając komórki, wyzwalamy z nich enzym mironazę, która rozkłada synigrynę, powodując właśnie wydzielanie się tego piekącego olejku gorczycznego.

Dziki czosnek – zapach

Wiadomo, jak przykry to zapach! Czosnek sam nie cuchnie, tylko człowiek, który go zjadł. Prawdę mówiąc, nie ma ucieczki przed tą wonią. Owszem, można ją nieco złagodzić, zmniejszyć, ale pozostaje. Starsze osoby — które jadają czosnek stale — używają różnych sztuczek, wierząc, że chronią one przed rozsiewaniem przykrej woni czosnku. Ale łudzą się! To prawda, że oni na swój zapach już nie reagują, jako że nasz nos szybko się do każdej oni przyzwyczaja, ale otoczenie czuje ją doskonale. Toteż raczej na samotnym urlopie, gdzieś z dala od ludzi można przeprowadzać kurację czosnkową. W ciągu roku natomiast — jeśli trzeba — należy zażywać liofilizowane drażetki Czosnkowe (Alliofil), które prawie nie dają zapachu. Produkuje je od kilku lat przemysł farmaceutyczny w Polsce i ZSRR.
Ponadto nie należy zapominać, że czosnek jest również niezwykle cenioną przyprawą kuchenną. W kiełbasie, zupie, w zapiekankach i innych daniach zapach jego nie daje się tak bardzo we znaki. Wiadomo ponadto, że chlorofil pochłania zapachy. Toteż warto po zjedzeniu czosnku przegryźć możliwie najwięcej zieleniny. Jedni twierdzą, że łyżka posiekanej natki pietruszki wystarczy, ale inni wiedzą, że woń 1 ząbka pochłonąłby dopiero kilogram natki. Są tacy, którzy uważają, że wypicie filiżanki czarnej kawy zabija ten przykry zapach, ale niestety tylko go nieco pomniejsza. Podobnie działa popijanie czosnku mlekiem. Winko czosnkowe ma być tym, po którym się podobno nie cuchnie.
Ale nie wszyscy boją się przykrych zapachów. Hiszpańska kuchnia np. pełna jest czosnku. Od niepamiętnych zresztą lat panowało tu przekonanie, że dodaje on męstwa, odwagi, siły i ogólnego zdrowia. Amerykanie, którzy czosnkowe czary odkryli — prawdę mówiąc — dopiero niedawno, śmieli się z Hiszpanów, że matadorzy zabijają na arenie byka samym oddechem. Poczuje — i pada. Nie chcieli również w czasie wycieczek na Półwysep Pirenejski jadać tamtejszych czosnkowanych dań. Od kilku lat żywieniowcy prowadzą w USA akcję uświadamiającą lecznicze walory kuchni hiszpańskiej. Namawiają, by turyści uczyli się tam sposobu przyprawiania pożywienia i wprowadzali je w życie także i u siebie w domu, jako że daje zdrowie.

Czosnek-naturalny antybiotyk

Działa jak antybiotyk. Uczony radziecki Borys Tokin odkrył kilkadziesiąt lat temu, że czosnek ma najwięcej ze wszystkich roślin fitoncydów. Są to substancje lotne, o własnościach zabójczych dla takich żywych organizmów, jak bakterie czy nawet owady. Np. fitoncydy czeremchy, w okresie jej kwitnienia, zabijają wiele owadów. Najsilniej działają fitoncydy’ w momencie, gdy wyzwalają się z miąższu roślinnego. Czyli, najskuteczniejszy jest czosnek wówczas, gdy go jemy natychmiast po zmiażdżeniu lub posiekaniu i jeszcze dokładnie gryziemy. Naturalnie, że w innych postaciach, np. w winku czy potrawach, też ma właściwości lecznicze, ale już nie tak intensywne.
W niemieckim miesięczniku medycznym z marca 1950 r. dr J. Kłosa podaje, że olejek czosnkowy zabija niebezpieczne bakterie w przewodzie pokarmowym, nie atakując innych, korzystnych dla zdrowia. Podaje on także fakt, że 2 g olejku czosnkowego rozpuszczone w 1 I wody i używane jako krople do nosa leczą katary, grypy, zaziębienia itp. Ponadto fitoncydy zabijają bakterie gruźlicy i dyfterytu. Niestety zawsze się znajdą tacy, którzy będą woleli chorobę od czosnkowej kuracji.

Piekielna przyprawa

Są pewne potrawy, które wprost nie mogą się obejść bez sproszkowanej papryki ostrej, czerwonej (a właściwie brązowej). Należą do nich węgierska zupa rybna oraz gulasz, a u nas — jak sama nazwa wskazuje — paprykarz. Na Węgrzech paprykowanie wędzonej słoniny jest powszechne. W Polsce też dawniej w ten sposób stosowano tę przyprawę.
Papryką posypuje się nieraz pieczone kurczęta — brojlery, aby nabrały ostrzejszego smaku, przyprawia się nią zupy: pomidorową, jarzynową, flaczki i wiele dań mięsnych, a także rybnych. Dodaje się nieraz po odrobinie ostrej papryki do past twarogowych, do majonezów, niektórych potraw z jaj, ryżu, makaronu, fasoli, selerów, kapusty i również do wielu zapiekanek.
Naturalnie, nie można nadużywać tej przyprawy. Ważne jest też, aby stosować ją umiejętnie, tzn. nie gotować, nie dodawać do wrzących potraw, ale — tak jak Węgrzy — przyprawiać potrawę tuż przed podaniem na stół. Papryka gotowana w tłuszczu nie tylko traci smak i kolor, ale w dodatku gorzknieje.