Kategoria: Owocowa moc witamin

Właściwości witaminy C

Żeby dobrze zrozumieć konieczność dostarczania naszemu organizmowi witaminy C, trzeba po prostu wiedzieć, na co ona jest nam potrzebna. Trochę tych wiadomości już tu przemycono, po więcej odesłać wypada do innej książki ), a teraz chyba warto powtórzyć choćby najważniejsze rzeczy. Wprawdzie wyliczono, że witamina C chroni nas przed 33 chorobami i dolegliwościami, ale my wymieńmy choćby kilka najważniejszych. Więc jej generalną funkcją jest utrzymywanie w dobrym stanie tkanki łącznej, w tym komórek ścian naczyń krwionośnych. Ponadto zapobiega zaziębieniom wszelkiego rodzaju, a szczególnie chorobom wywołanym przez wirusy, gdyż je niszczy. Ratuje nasze serce w stanach zagrożenia, chroni przed chorobami krążeniowymi, pomaga w wielu schorzeniach alergicznych. Dzięki niej wszelkie powroty do zdrowia są przyspieszone. Witamina C, brana w dostatecznych dawkach, obniża poziom cholesterolu we krwi, ratuje więc przed sklerozą i innymi dolegliwościami starości, „czyści” arterie, nie dopuszcza do katarakty, broni przed różnego rodzaju reumatyzmami. Poza tym zwielokrotnia przyswajanie żelaza.
Przypomnijmy jeszcze raz, że nasz organizm nie bardzo umie tę witaminę magazynować i dlatego trzeba mu ją dostarczać wciąż na nowo. Nadmiar jest wydalany. A przy tym poziom jej w naszym organizmie jest bardzo zmienny i zależy od wielu czynników.. Czyli — mówiąc praktycznie — witaminy C „nigdy nie za wiele”, szczególnie w tym, co się jada.
I tu ciekawostka. Długo się zastanawiano, skąd dawni Eskimosi, odcięci od świata i zamieszkujący wieczne śniegi, gdzie nic nie rosło, otrzymywali witaminę C? I oto okazało się, że mieli zwyczaj zaraz po zabiciu każdego zwierzęcia jadać jego gruczoły przynerkowe, nieraz serce, wątrobę i inne „podroby” a także treści żołądkowe zwierząt i ryb. A właśnie w nich, a szczególnie w przynerczach, znajdują się jedyne zapasy witaminy C, jakie organizm ssaków gromadzi. Zbadał to największy autorytet w dziedzinie badań nad obyczajowością i zdrowiem Eskimosów dr medycyny Otto Schaeffer. A mieszkańcom Północy chyba jakiś instynkt dyktował, żeby właśnie tak się odżywiać, bo przecież o witaminie C w tamtych czasach nie wiedzieli nic.
W naszym klimacie przyroda dostarcza rozlicznych źródeł witaminy C, tak w postaci owoców, jak warzyw i tzw. zielenin. Można powiedzieć, że wszystkie owoce i warzywa są źródłami witaminy C w mniejszym lub większym stopniu. Nie wszystkie jednak można jadać „na surowo”, a podwyższona temperatura niszczy w dużym stopniu ten składnik. Jest go nie-co w ziemniakach i niektórych warzywach korzeniowych, ale przed zjedzeniem trzeba je ugotować. Obliczono, że ziemniaki w czasie umiejętnego nawet gotowania tracą ok. 20%‘witaminy C. Zieleniny natomiast i owoce — przynajmniej w sezonie — jada się na surowo. Stąd uważane są za podstawowe źródło tego składnika.
Nie będziemy wymieniać wszystkich owoców i warzyw zawierających witaminę C, ale wspomnijmy niektóre, wciąż jeszcze niewystarczająco doceniane. A ponadto przypomnijmy, że poza owocami róż — najbogatszym jej źródle ) w naszym kraju (owoce róży polnej zawierają ok. 400 mg% witaminy C; róży pomarszczonej — ok. 800 mg% a fałdzisto- listnej nawet do 2400 mg%) — trzeba też polecać: owoce rokitnika, czarnej porzeczki, truskawki, a z warzyw: paprykę słodką, kalafior, brokuły i zieleniny, np. natkę pietruszki, koperek, szczypiorek itp.

Co jest w czereśniach?

Przede wszystkim — woda. Jak we wszystkich miękkich owocach, jest jej 80%. Poza tym stosunkowo bardzo dużo potasu (ok. 200 mg%) i sporo witamin: A, C i grupy B oraz wiele związków mineralnych, jak żelazo, miedź, wapń, magnez, fosfor itp. A ponadto czereśnia musi zawierać szczególny składnik lub połączenie znanych związków musi być w niej jakieś szczególne, gdyż udowodniono, że owoce te potrafią wyleczyć z artretyzmu. Od lat wiedziała o tym medycyna ludowa, szczególnie we Francji, gdzie ich hodowlę udoskonalano przez wieki, odkąd legiony rzymskie przywiozły „pestki” czereśni do dawnej Galii. Już w owych czasach przeprowadzano kuracje czereśniowe” przeciw chorobom artre- tycznym. Połową kilograma tych owoców zastępowano jeden z posiłków przez kilka dni w ciągu całego sezonu letniego.
Choroba artretyczna jest ciągle jeszcze dla medycyny wielką tajemnicą ). Z wielu powodów można by ją uznać za jedną z „chorób cywilizacyjnych”, ale równocześnie badania wykazały, że dokuczała już starożytnym Egipcjanom, bo znajdowano jej ślady na mumiach egipskich. Przyczyna zapadania na artrełyzm jest nieznana. I prawdę mówiąc, nie bardzo wiemy, jak go leczyć. Po ponad 5000 lat istnienia tej choroby podaje się cierpiącym aspirynę,- a w cięższych przypadkach — kortizon i podobne leki, które… bardzo ułatwiają demineralizację organizmu i prowadzą do rzeszotowienia kości.
Mówi się też, że artretyzm jest spowodowany niedoborem witamin ), szczególnie grupy B, a wśród nich kwasu pantotenowego (lub pantotenia- nu wapnia). Najbogatszym jego źródłem są drożdże. Otóż ten kwas występuje także w wiśniach i czereśniach. Jak sama nazwa (pantos — po grecku — wszystko, każdy) wskazuje, występuje wszędzie, we wszystkim, a jednak bardzo wielu ludzi odczuwa jego niedobory. Kwas pantotenowy (pantoteniany) nazwał tak dr Roger Williams, który potem bardzo tego żałował. Bo rzeczywiście witamina ta jest „wszędzie”, we wszystkich niemal produktach, ale też ogromnie łatwo ją zniszczyć: wystarczy podnieść temperaturę, moczyć lub dłużej płukać produkty, albo poddawać je procesom przemysłowym, jak choćby „oczyszczanie” ziarna, aby część lub całość pantotenianów zniszczyć czy usunąć. A jest m. in. konieczny do powstawania enzymu, który w dość skomplikowany sposób powoduje usuwanie wody z organizmu. Ponadto także — do likwidowania zmęczenia organizmu, do prawidłowego funkcjonowania gruczołów wydzielania wewnętrznego, a nawet do wzrostu cebulek włosowych i wielu innych czynności ustroju ludzkiego.
Artrełyzm jest jedną z ok. 80 różnych form reumatyzmu, wymagających odmiennego leczenia. Ale niektóre jego postacie — po zastosowaniu diety — można wyleczyć lub uzyskać ogromną poprawę. Zwłaszcza w połączeniu z odpowiednią regularną gimnastyką.
Wprost zdumiewające wyniki osiągnął w tej dziedzinie lekarz amerykański dr Robert Bingham z Kalifornii ). Przyszła do niego pacjentka, młoda kobieta, cierpiąca na fatalny artrełyzm. Już po 6 tygodniach stosowania ściśle określonej diety opuchlizna rąk zniknęła, a po 3 miesiącach kobieta nie miała śladu po artretyzmie. Szczególnie dobre wyniki otrzymuje się w przypadkach opuchnięcia i zniekształcenia stawów palców, które to dolegliwości mijają po kuracji czereśniowej lub wiśniowej. Przy tym jest obojętne, czy jada się owoce świeże, czy z kompotu, czy sam sok. Działają tak samo i wiśnie, i czereśnie, i to każda odmiana. Nieraz poprawa następuje nawet po 2 dniach czy po tygodniu, ale czasem trzeba czekać o wiele dłużej. Ustępują bóle ramion, kolan, dużego palca u nogi i to niezależnie od wieku pacjenta. Tak u dzieci, jak i u dorosłych czy starców obrzęki znikają, ból mija.
Wspomniany już R. Williams uważa, że pierwszą rzeczą przy leczeniu artretyzmu jest „rewizja odżywiania”. Na ogół np., pacjenci wykazują niedobory witamin grupy B, a także witaminy C. Dr R. Bingham twierdzi nawet, że: „Kto się rzeczywiście prawidłowo odżywia, ten nie cierpi na choroby reumatyczne lub artretyczne kości”. To swoje twierdzenie oparł na komputerowych analizach diety tysięcy pacjentów. Ogólnie biorąc, chorzy mają niedobory pierwiastków śladowych, wielu witamin, wapnia, hormonów, enzymów i białek. Powinni w ogóle usunąć z jadłospisu: alkohol, tytoń, przemysłowo oczyszczaną żywność i tłuszcze nasycone. Jeść tylko produkty świeże i możliwie surowe, dużo owoców, warzyw, mleka i po trochu jaj, ryb oraz sera. Ważyć tyle, ile wynosi norma, nie za mało, ale i nie za dużo (nadwagi trzeba się koniecznie pozbyć). Rzecz jasna, że nie wszystkim chorym wystarczają takie „leki”, jak dieta i czereśnie, ale właśnie są one „środkami profilaktycznymi”, a nieraz w początkach niedomagań potrafią je skutecznie usuwać.

Z sekretów pochodzenia czereśni

Ponoć do Europy, konkretnie do Włoch, po raz pierwszy przywiózł czereśnie z Azji Mniejszej słynny epikurejczyk Lukullus (117—56 p.n.e.) po zwycięstwie nad królem Miłrydatesem VI. A było to ok. 70 r. p.n.e. Już za czasów Pliniusza Starszego (23—79 r.n.e.) znanych było wiele rozmaitych odmian wiśni i czereśni. Ale kiedy je „udomowiono” po raz pierwszy — nie wiadomo. Wydaje się, że najpóźniej ze wszystkich przedstawicieli rodzaju Prunus (śliwy, migdałowce, morele itd.). W każdym razie wiśnie uprawiano o wiele wcześniej, gdyż są dowody, że Chińczycy hodowali dwa gatunki wiśni już przed 1000 r. p.n.e. Jeden z tych gatunków (Prunus pseudocerasus) znany jest tylko jako odmiana szlachetna i nie znaleziono go w słanie dzikim, czyli można przypuszczać, że zajęto się nim w bardzo zamierzchłych czasach ).

Czereśnie i artretyzm

Na ogół tylko dzieci lubią czereśnie. Dorośli nie cenią ich tak, jak na to zasługują. Przynajmniej u nas. Bo np. we Francji mówi się, że „czereśnie są dla kokietek , ponieważ działają upiększające na cerę i dają dobry humor. A ogonki czereśniowych i wiśniowych owoców są oceniane niezwykle wysoko, jako środek odchudzający i moczopędny. Kiedyś, za bardzo dawnych lat używano kory z drzew pestkowych przeciw robaczycy. Żywicę spływającą z pnia mieszano z wodą i używano jako leku na liszaje, a także na artretyzm.

Źródła pektyn

Najłatwiej dostępnym i bogatym źródłem pektyn są chyba jabłka. Jeśli podejrzewamy, że skórka — też bogata w pektyny — jest skażona bru­dem, opryskami lub innymi zanieczyszczeniami, trzeba owoce umyć pod bieżącą wodą, a potem przepłukać wrzątkiem, najlepiej z dodatkiem octu. (Każdy rodzaj octu skutecznie usunie toksyczne substancje). Naturalnie, że można też jabłko obrać, ale tym samym pozbawia się je części wartościowych związków.
W pomarańczach i innych cytrusach najbogatsza w pektyny jest biała błonka (albedo) znajdująca się pod aromatyczną skórką. Innymi dobrymi źródłami są: pigwy, banany, czereśnie, rodzynki, winogrona, porzeczki, agrest, ananasy, maliny, pomidory, morele i in. Wszystkie te owoce’ które łatwo „żelują”, czyli podczas gotowania tworzą galaretkę, mają więcej lub mniej pektyn).

Wprawdzie Anglicy zapewniają, że jadanie 1—2 jabłek codziennie przez całe życie niemal gwarantuje, iż się nie będzie miało sklerozy, to jednak, jeśli się już ma nadmiar cholesterolu w organizmie, trzeba by zjadać ok. 1 kg tych owoców dziennie, aby go się pozbyć. Najlepiej po­pijać sok z jabłek (z tego 1 kg) lub jadać je tarte, tym bardziej — przy­pomnijmy — że w tej formie skuteczniej działają.

Nie należy również zapominać o innych czynnikach, które pomagają w obniżaniu poziomu cholesterolu. Należą do nich: ruchliwy tryb życia, dostateczna ilość wapnia w pożywieniu, jadanie czosnku i kiełków pszenicy, a także olejów roślinnych (słonecznikowy, kukurydziany, sojowy). Ponadto — dostarczanie organizmowi produktów bogatych w błonnik, np. otrąb. Potrafią one — o czym już była mowa — „wyrzucać” cholesterol z przewodu pokarmowego, podobnie jak pektyny. Błonnik i pektyny wraz z wita­miną C, wapniem i magnezem chronią nasz organizm przed skażeniami przemysłowymi), tak powszechnie w naszych czasach zatruwającymi środowisko.