Kategoria: Owocowa moc witamin

Rola pektyn w przewodzie pokarmowym

Jabłka „wymiatają” z naszego przewodu pokarmowego nie tylko chole­sterol. Leczą przecież również doskonale tak biegunki, jak i zaparcia). Wiedziała o tym od niepamiętnych lat medycyna ludowa. Wiedzieli też jeńcy w obozach ostatniej wojny. Jeśli choremu udało się przeżyć mniej więcej 2 tygodnie tylko na jabłkach, choćby zielonych, zbieranych ukradkiem na drogach, gdy Niemcy gnali ich do pracy, to mógł wyleczyć się z ciężkich „durchfalli”, czyli wyniszczających biegunek, prowadzących najczęściej do śmierci. Jedynie taka „kuracja jabłkowa” potrafiła ludzi utrzymać przy życiu w tych strasznych warunkach. Również i najcięższe zaparcia są „rozładowywane” dzięki tym owocom.
Pektyna w takich wypadkach „wymiata kiszki”. Przy biegunkach przeciwdziała bakteriom fermentacyjnym, nie dopuszczając do ich dalszego rozwoju, oraz usuwając je wraz z kałem. Przy zaparciach — rozrzedza stolec, pomaga w ruchu robaczkowym jelit i szybszym wydaleniu niestrawionych resztek pożywienia. Tarte jabłka mają zastosowanie również w leczeniu biegunek u dzieci i w różnych innych zaburzeniach przewodu pokarmowego.

 

Jabłka i pektyny

Znane jest takie angielskie przysłowie: „An apple a day, may indeed keep the doctor away”, czyli mniej więcej: „jedno jabłko dziennie, a lekarz nie będzie potrzebny”. Ale to wcale nie znaczy, że jabłko zawiera jakieś niezmierzone bogactwa, jest specjalnie odżywcze itp. Działanie zdrowotne przypisuje mu się głównie dlatego, że ma w swoim składzie pektyny.

Właściwości grejpfruta

Nazwa łacińska tego owocu brzmi Citrus paradisi (cytryna z raju) lub Citrus grandis. Tam, skąd pochodzi, a więc na wyspie Barbados lub Jawie, wszyscy chrześcijanie byli i są przekonani, że Adam z Ewą zostali wyrzuceni z raju nie z powodu jakiegoś łam niepozornego dzikiego jabłka lub kwaśnej małej cytryny, ale okazałego, pięknego grejpfruta. Na Jawie dotąd uprawia się wiele grejpfrutów, ale już w dzikim stanie tego drzewa nie spotkamy. Może jakiś botanik doszuka się go kiedyś na Borneo lub na Sumatrze.
Dotąd nie wiadomo, kiedy zaczęto uprawiać grejpfruty, a pierwsze zetknięcie się Europejczyków z tym owocem umiejscawia się dopiero w XVII w.’*)
„Grapę” — znaczy grono, „fruit” — znaczy owoc, a że grejpfruty rosną w gronach mimo takiej wielkości po kilka sztuk, więc nazwa przyjęła się w Ameryce i Europie, a i my do niej przywykliśmy, choć dla polskiego ucha nie brzmi melodyjnie. Drzewa grejpfrutowe są wiecznie zielone, jak pomarańcze czy cytryny, wysokie nawet do 13 m, o liściach skórzastydi i białych kwiatach, pachnących nieco inaczej, niż kwitnące cytryny i pomarańcze. Moje cytryny na oknie gdy kwitną, to pachną jak tuberozy i tą wonią wypełniają pokój.
Grejpfruty zyskały sobie sławę i powodzenie, jako owoce niezwykle dla zdrowia korzystne. Okazało się bowiem, że „odchudzają”, to znaczy przyspieszają przemianę materii. I odtąd codziennie na pierwsze śniadanie każda szanująca się Amerykanka i każdy Amerykanin zjadają przynajmniej po pół grejpfruta. Najlepiej bez cukru, ale kto „nie zdzierży” kwasku i goryczki, ten sypie na przekrajany owoc cukier puder do smaku. Skórka służy niczym miseczka, z której się wyskrobuje i wyjada zawartość.
100 g grejpfruta (a owoc zwykle waży 200 do 250 g) dostarcza zaledwie 22 kcal (117 kj ). Jest to owoc zasadotwórczy ( + 4). Zawiera potas (sodu tylko 0,5 mg%), wapń, magnez, troszkę żelaza (0,3 mg%), fosfor i inne pierwiastki.
Jak wszystkie cytrusowe, grejpfrut zasobny jest w witaminę C (25—50 mg%) oraz P. Ma także po trochu witamin grupy B i nawet — tak jak pomarańcze — troszkę witaminy E (0,25 mg%). Witaminy A ma zaledwie 21 j.m w 100 g. Zawiera też kwasy i goryczkę, które działają nie tylko odświeżająco w upalne dni, ale ułatwiają trawienie tłuszczów, pobudzają wydzielanie żółci i… stąd to „odchudzanie”. Zawarta w nich witamina C w połączeniu z witaminą P pomaga w obronie organizmu przed żylakami i sklerozą, a więc gdyby grejpfruty były tanie jak jabłka, trzeba by je było usilnie polecać. Ale w naszych warunkach takie kuracje są zbyt kosztowne, tym bardziej, że przecież nie zużywamy skórki grejpfrutowej, tylko całą wyrzucamy, nieraz wraz z częścią miąższu. Picie soku grejpfrutowego z puszek bardziej by się opłacało, choć to nie to samo, co świeży owoc. Więc głównie w ramach urozmaicenia żywienia, jako „owoc dla zdrowia”, dla chorych i rekonwalescentów, a także dla odchudzających się grubasów można polecać sok lub owoce grejpfrutowe.
Co prawda w wielu krajach skórki tego pięknego cytrusa — po długim moczeniu — smaży się tak samo, jak pomarańczowe i również podobnie używa, ale u nas jakoś się to nie przyjęło.

Konfitury ze skórek pomarańczowych

Przeznacza się na nie naturalnie tylko zdrowe skórki, które można podawać do spożycia bez zastrzeżeń. Wprawdzie konfitury takie nie mają wcale albo bardzo niewiele witamin C i P, jak również grupy B, jako że są to witaminy rozpuszczalne w wodzie i łatwo ulegają wypłukaniu, ale zostaje wiele innych „skarbów”, a przede wszystkim aromat i niepowtarzalny smak.
Skórki ładnie obrane gromadzi się w naczyniu, np. kamiennym lub porcelanowym (lepsze niż szklane), przez kilka dni, aż się uzbiera większa ilość. Zalewa się wodą i codziennie rano i wieczorem tę wodę zmienia. Czyli — wszystkie składniki rozpuszczalne w wodzie idą do zlewu. Miękkie i odgoryczone w ten sposób skórki kładzie się (po odsączeniu) na wrzący syrop, przyrządzony — jak na wszystkie konfitury — w proporcji 1 kg cukru na 1 kg skórek. Na 1 kg cukru daje się trochę więcej niż pół szklanki wody, cukier rozpuszcza się, gotuje „do nitki” i wtedy kładzie skórki. Gdy raz zawrzą, garnek zestawia się z ognia i smaży ponownie na drugi dzień. Jeśli trzeba, to i na trzeci. Wreszcie gorące, przezroczyste skórki wkłada się do gorącego słoja (twista) i zakręca wyparzoną pokrywkę.

Pomarańcze najpiękniejsze

Są bardziej zasadotwórcze od cytryn (mają +8, a cytryny +4). Mają też więcej witamin, m. in. prowitaminę A, której w cytrynach brak. Ale nie mają jej wiele, bo tylko 137 j.m. w 100 g, podczas gdy np. suszone morele mają 6000 j.m. w 100 g. Ponadto zawierają 0,058 mg witaminy Bi, 0,022 mg B2, ok. 35 mg C, 0,2 mg PP, 0,23 mg E (zawsze w 100 g), a także witaminy P i Bg. Potasu mają ok. 200 mg w 100 g, sodu — ok. 3 mg, wapnia — ok. 33 mg (ale np. suszone figi — 200 mg%), żelaza — 0,4 mg oraz 0,08 mg miedzi i trochę innych makro- i mikroelementów.
W ich albedo też są witaminy C i P, ich fitoncydy również działają niszcząco na drobnoustroje, a oranżada, sok i inne napoje z pomarańcz są orzeźwiające i przynoszące ulgę w chorobach gorączkowych. A jednak… , ich wszechstronność nie jest tak wielka, jak cytryn i cytryny zepchnęły pomarańcze na niższe miejsce, tak pod względem powierzchni upraw, jak rozpowszechnienia i popularności owoców.
Pomarańcze również pochodzą z Indii, a do Europy dostały się wraz z powracającymi wyprawami krzyżowymi. Rosną tam, gdzie cytryny, i uważane są za jedne z najpiękniejszych drzew owocowych. Wiecznie zielone, o kształtnej koronie i liściach dość twardych, połyskujących, ciemnych. Ogromna szkoda, że nie mogą zdobić naszych ogrodów, ale niestety wymagają klimatu cieplejszego.
Większe znaczenie dla zdrowia mają pomarańcze gorzkie, u nas prawie nieznane. Przygotowuje się z nich syropy, wyciągi alkoholowe itp,, używając ich jako leków przy zaburzeniach żołądkowych i wątrobowych. Te „leki” przygotowuje się z gorzkiej skórki gorzkich pomarańczek, spotykanych np. w Egipcie.

Przygoda Adama i Ewy

Zawsze nas uczono, że to zerwanie jabłka z drzewa wiadomości dobrego i złego spowodowało wypędzenie Adama i Ewy z raju. Tymczasem jedna z francuskich legend stwierdza, że to nie chodziło o jabłko, ale o cytrynę. Faktem jest, że dotąd uczeni nie są zgodni co do miejsca pochodzenia roślin cytrusowych. Jedni twierdzą, że ojczyzną ich były Indie, inni, że Chiny, jeszcze inni, że tropikalne i subtropikalne regiony południowo- wschodniej Azji.
Ciekawe, że niemal do IV w. n.e. Rzymianie niewiele wiedzieli o roślinach cytrusowych, a one rosły sobie całymi gajami w Palestynie. Gdy po podróży do Ziemi Świętej późniejszy kardynał Jakub de Vitriaco (zmarły w Rzymie w 1240 r.) opisywał rośliny nieznane w Europie, wspominał też i o cytrynach, a równocześnie i o „jabłku rajskim” — najprawdopodobniej — pompeli, pochodzącej z Malazji, która dotarła ponoć do Palestyny mniej więcej w XII w., razem zresztą z limą (zwaną też limo- ną). W XIII w. sprowadzono te drzewa do Włoch. A więc, wędrówka cytrusowych wyglądałaby tak: Indie, Persja, Syria, Palestyna i Włochy. A gdy już cytryny przyjęły się w Italii, to powoli opanowały całe wybrzeże Morza Śródziemnego, a potem także południe Ameryki Północnej i Amerykę Środkową.

Gdy Adam z Ewą wywędrowali z raju z tą nieszczęsną cytryną w ręku, szukali dla niej miejsca najbardziej przypominającego „raj” i znaleźli go na wybrzeżu Morza Śródziemnego, w okolicach dzisiejszego Libanu. Tam Ewa wsadziła ziarna wyjęte z owocu i powiedziała: „Rośnijcie, rozwijajcie się i rozmnażajcie! O owoce niebios! Tu jest ogród was godny!”

Herbata z cytryną

Używając cytryny, np. do herbaty, trzeba pamiętać o kilku sprawach. Jeśli skórka nie nadaje się do spożycia — musimy ją odrzucić. Mycie nie pomoże. Niestety, w ostatnich latach dość często handel obdarzał nas owocami cytrusowymi o „zatrutej” skórce. Trzeba było odkrawać ją, kła­dąc plasterek owocu do herbaty, a także wyrzucać skórki pomarańcz, zamiast je smażyć na konfiturę czy suszyć dla aromatyzowania deserów. O tym, że skórki owoców cytrusowych nie nadają się do spożycia, zwykle informuje prasa, nie tłumacząc jednak dlaczego. Można to zresztą odczytać też na skrzynkach lub kartonach, z których w sklepie wydobywają owoce. Chodzi zwykle o środki chemiczne, które użyto, aby cytrusy nie zepsuły się w czasie transportu lub podczas przechowywania. Jeśli jednak są owinięte w bibułkę nasączoną takim środkiem chemicznym, jak np. Diphenylem, to wystarczy zdjąć bibułkę z owocu, a „difenyl ‚ wywietrzeje w ciągu pół godziny i skórka będzie się nadawała do konsumpcji. Ten środek nie dopuszcza do pleśnienia, a więc także i w domu warto nie zdejmować bibułki, jeśli się dłużej cytryny chce prze­trzymać. Gdy skórkę można spożywać bez zastrzeżeń, byłoby marnotrawstwem ją odrzucać. Po pierwsze: dodaje aromatu herbacie, bo najwięcej lotnych olejków aromatycznych jest w jej wierzchniej, żółtej warstwie, a po drugie: tuż pod tą skórką znajduje się właśnie cenne albedo, bogate w bioflawonidy, czyli witaminę P.
100 g soku z cytryny zawiera ok. 30 mg witaminy C, a soku wraz z miąższem 50 mg. Minimalna dawka witaminy C potrzebna człowiekowi codziennie wynosi 30 mg, a maksymalna o wiele więcej (przeciętna — od 70 do 120 mg). Ale trzeba pamiętać, że podczas zdenerwowania, w szoku, przy jakimś gwałtownym, silnym przeżyciu potrafimy zużyć nawet 3000 mg w cią­gu dnia. Ponadto, gdy nasze serce czuje stan przedzawałowy, to całą witaminę C zabiera dla siebie, a organizm — według określenia medycznego — znajduje się w stanie szkorbutowym*).
Jak wiadomo, dłużej trwające niedobory witaminy C wywołują straszną chorobę, zwaną gnilcem lub szkorbutem. Warto też pamiętać, że jest antyutleniaczem, czyli należy do grupy tych czynników (witamina E, selen, kobalt), które chronią-przed tzw. chorobami cywilizacji (rak, serce, złe krążenie, nadciśnienie i in.). Więc… wracajmy do naszej herbaty z cytryną.
Witamina C, czyli kwas askorbinowy, jest szalenie kapryśna i nietrwała. Zetknięcie z żelazem powoduje natychmiastowe jej zniszczenie. A więc, trzeba odkrawać plasterek cytryny najlepiej nożem-piłką z plastyku, tak jak pomidory. W najgorszym przypadku — nożykiem nierdzewnym.
Okazało się po bliższych badaniach, że cytryny przechowywane dłuższy czas w lodówce tracą nie tylko witaminę C, ale i P. Może nie od razu w całości, ale stopniowo. Im niższa temperatura, tym szybciej. Więc jeśli już przechowujemy cytrusy w chłodziarce, to w pojemniku na owoce, znajdującym się na najniższej półce, gdzie temperatura nigdy nie spada poniżej’ 0°C, a zwykle utrzymuje się w granicach +4 do +6.
Wiadomo również, że ani witamina C, ani P nie lubią wysokich temperatur. Bardzo duża ich część niszczeje np. podczas gotowania, szczególnie szybko wtedy, gdy wrząca potrawa styka się ze świeżym powietrzem. Tlen powoduje rozkład tych witamin; powolny — przy temperaturze pokojowej, a szybszy — w miarę jej podnoszenia. Co z tego wynika? Nasz plasterek cytryny wkładajmy do herbaty w ostatniej chwili przed piciem, tj. wtedy, gdy herbata już lekko ostygła. Nigdy nie należy nalewać wrzątku na plasterek umieszczony w szklance czy filiżance. Oto — o ilu rzeczach trzeba wiedzieć, zanim się komuś poda herbatę z cytryną. Wypada jednak choć kilka zdań powiedzieć o pochodzeniu drzew cytrusowych.

Warzywa i owoce dla zdrowia

Gdy jesteśmy zaziębieni — sięgamy po cytrynę. Gdy mamy biegunkę — szukamy suszonych czarnych jagód. Gdy nam dolega żołądek i nic nie pomaga — przeprowadzamy kurację jabłkową… Przyjrzyjmy się więc bliżej tym „owocom, które uzdrawiają”. Może nie wszystkie znamy, może znając nie doceniamy?
Cytryny rosnące w oknie
Zacznijmy od najbardziej popularnych owoców cytrusowych, a przy okazji zastanówmy się, czym je można zastąpić w okresach, gdy ich brak, bo… przecież nie rosną w naszym klimacie. Ol przepraszam. Rosną. Na moim własnym oknie jedna z trzech doniczek z cytrynami, które udało mi się zdobyć, już po ok. pół roku zawiązała 3 maleńkie ciemnozielone owocki. Byłoby ich dużo więcej, sądząc po kwitnieniu, ale bałam się, że zrujnują „matkę”, więc pousuwałam pączki, by zostały tylko trzy, na każdej gałązce po jednym. Druga roślina zaczyna kwitnąć, a trzecia, jak szalona, rośnie w górę. Czyżby chciała koniecznie być drzewem? Wszystkie trzy były tego samego dnia sadzone, słowem — rówieśnice. Są to znane „cytryny profesora Pieniążka”, które można sobie hodować w domu, na oknie.
Cytryny wcale nie muszą być żółte, by były dojrzałe. Wystarczy, gdy mają wielkość odpowiednią dla swojej odmiany, a kolor nie gra roli. Jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą i kupując — proszą o te „żółciutkie”, najczęściej sztucznie zmuszane do zmiany barwy, z zielonej na cytrynową.
Za co cenimy cytrynę? Nie tylko za odświeżający, miły kwasek i aromat, ale przede wszystkim za zawartość witaminy C, a potem i za to, że .mają witaminę P. Już o niej trochę pisaliśmy (str. 33 i 34). Przypominamy, że ten związek odkrył w 1936 r. Węgier, dr Albert Szent-Gyórgyi. Stwierdził on też, że witaminy C i P na ogół występują razem.