Kategoria: Owocowa moc witamin

Właściwości lecznicze chrzanu

Chrzan jest przede wszystkim bardzo bogaty w fitoncydy. Od wieków wiedziano, że wielkanocną szynkę trzeba podać z chrzanem (np. tartym, świeżym), to będzie smaczniejsza i trwalsza. Podobnie dodaje się liści i pokrajanych korzeni do kiszonek, marynat, przetworów z grzybów, pomidorów czy ogórków, aby je na dłużej zakonserwować. W wielu krajach dodatek chrzanu do mięs i ryb uważany jest wprost za konieczność, tak jak my, w polskiej kuchni, nie wyobrażamy sobie ćwikły bez chrzanu. Krakowskie badania stwierdziły, że ma on własności pleśniobójcze, o czym gospodynie wiejskie wiedziały od dawna z praktyki. Korzenie tej rośliny wpływają dodatnio na trawienie i podnoszą strawność pokarmów, nawet gdy są spożywane w niewielkich ilościach. Chrzan zawiera sporo witaminy C, bo według jednych źródeł od 59 do 76 mg%, a według innych od 100 do 250 mg%. Prawdopodobnie zależy to też od warunków środowiska, klimatu, pogody itd. Poza tym ma troszkę witaminy A oraz ślady witamin grupy B. Wartość energetyczna 100 g wynosi 74 kcal (310 kJ). Bogaty jest też w składniki mineralne: potas i siarkę. Poza tym zawiera trochę wapnia, fosforu, magnezu, żelaza, sodu. Pobudza pracę żołądka, jest dobrym środkiem moczopędnym i anłyszkorbutowym. Sporządzane z niego wyciągi na winie lub wodzie i syropki poleca się na zwiększenie apetytu, przy skłonnościach do anemii, jak również przy chronicznych katarach i bronchitach.
Wyciągi z chrzanu stosuje się też zewnętrznie do nacierań, np. przy bólach reumatycznych lub jako kataplazmy. A tarty chrzan ze śmietanką według francuskich elegantek ma rozjaśniać piegi i plamy na skórze. Korzeń wysuszony, tak jak i świeży, zachowuje swoje działanie lecznicze.
Co w chrzanie piecze i wyciska łzy z oczu? Otóż — olejek lotny, zawierający związki siarki, zwane synigryną. Póki tkwi w miąższu rośliny, jest neutralny. Gdy jednak korzeń rozdrobnimy, np. utrzemy, uszkadzając komórki, wyzwalamy z nich enzym mironazę, która rozkłada synigrynę, powodując właśnie wydzielanie się tego piekącego olejku gorczycznego.

Borówka brusznica

Nazywana jest często borówką czerwoną lub wiecznie zieloną, jako że jej listeczki nie opadają i nie tracą barwy na zimę. W niektórych okolicach kraju zwą ją też „gogodze”. Lubi miejsca suche i o wiele mniej żyzne, niż czarna jagoda. Gorzej też od niej znosi zacienienie. Kwitnie od maja do lipca, a owocuje w sierpniu i czasem po raz drugi — jesienią. Jagódki są początkowo białe, potem czerwienieją. Jeśli chodzi o ich skład chemiczny, to jest prawie taki sam jak czarnej jagody, a jednak właściwości lecznicze są inne, a także inny jest smak.
Brusznica zawiera glikozyd arbutynę, przy czym więcej jej jest w liściach, niż w owocach. Toteż suszone liście brusznicy to lek ziołowy, którym doskonale można zastąpić liście mącznicy lekarskiej — znanego leku arbutynowego, stosowanego przy schorzeniach dróg moczowych. Np. Amerykanie polecają brusznicę (liście i owoce), jako środek na dolegliwości pęcherza (gdy nie można zapanować nad stałym moczeniem itp.). U nas stosuje się leki arbutynowe przy stanach zapalnych i zakaźnych dróg moczowych, a także w wypadkach, kiedy chodzi o zmniejszenie ilości kwasu moczowego w moczu. Odwary i napary z liści poleca się też, gdy jest zbyt duża ilość bakterii lub mocz jest zasadowy. Działają leczniczo we wszystkich takich przypadkach, podobnie jak mącznica, która jednak u niektórych osób działa alergicznie, a liście borówki — nie. Wchodzą one też w skład mieszanek ziołowych (np. Urosan). Odwary przygotowuje się zwykle z 1—8 g lub więcej suchych liści borówki na 1 I wody.
Jeżeli mocz ma odczyn zasadowy, arbutyna rozszczepia się na cukier i hydrochinon, a ten jest silnie antyseptyczny, więc wydalany przez nerki i pęcherz odkaża drogi moczowe (mocz nabiera wówczas koloru oliwko- wozielonego). Są jednak pewne choroby przewodu pokarmowego, przy których podawanie arbutyny nie jest wskazane, czyli… nie należy pić odwaru z liści brusznic bez poradzenia sfę lekarza.
W owocach brusznicy, oprócz innych kwasów, znajduje się też troszkę kwasu benzoesowego i dlatego nie psują się one nawet przez kilka dni po zbiorze. Kwasu tego jest 1—2 g w 1 kg jagód, a jednak już to wystarcza, by „konserwować” jagody. Ale też wystarcza, by brusznic nie nastawiać na wino, bo i tak się nie uda.
Dżemy z czerwonej borówki są bardzo poszukiwane i łubiane; zwykle dodaje się do nich aromatyczne gruszki. W przemyśle używa się też borówek, jako domieszki uszlachetniającej, np. jako nadzienia do cukierków itp. Cierpkokwaśny smak świeżych owoców nie wszystkim odpowiada, ale w przetworach jest wysoko ceniony.

Borówka wysoka

Roślinę tę nazywa się też borówką amerykańską, bo przywędrowała do nas z północy Stanów Zjednoczonych i Kanady, gdzie zastępuje naszą czarną jagodę. Tylko że nasza jest małą krzewinką, a ,,wysoka” — krzewem, osiągającym 2 m, ale innym od łochyni. Owoce ma też inne — duże, okrągłe, o wielkości małych orzechów laskowych. Z wierzchu „czarne” z niebieskim nalotem (podobnie jak czernice), mięsisty miąższ mają żółtyzielone pesteczki. Niektóre odmiany mają skórkę żółtą, ale tych nie ma jeszcze w Polsce.
Borówka wysoka jest u ‚nas w ogóle od niedawna. Próbował ją zaaklimatyzować Instytut Sadownictwa dobre kilkanaście lat temu, ale minęło sporo lat, zanim się to udało. Okazało się bowiem, że roślina wymaga bardzo kwaśnej (pH od 4,5 do 4,8), przy tym lekkiej, ale podmokłej gleby, o wysokim poziomie wód gruntowych (30—40 cm). W Polsce o takie ziemie niełatwo, więc w przydomowych ogródkach lub na działkach pod jeden lub kilka krzaczków trzeba stwarzać sztuczne warunki glebowe. Poza tym trzeba je podlewać i to dość często. Gdy coś się w uprawie zaniedba, odbija się to natychmiast na stanie rośliny. Rozpowszechnienie borówki wysokiej, i to na większą już skalę, zawdzięczamy prot. Rejmanowi (SGGW- -AR i Instytut Sadownictwa).
Borówka amerykańska zaczyna owocować w trzecim roku po posadzeniu, a w pełnię plonowania wchodzi w szóstym roku, by dostarczać nieraz i po 10 kg jagód z krzaczka przez 25—30 lat. Wiele osób bardzo wysoko ocenia smak tych owoców. Są świetne w sałatkach owocowych, ze śmietaną; będąc słodsze od czernicy — właściwie nie wymagają dodatku cukru. W Ameryce i Kanadzie, gdzie występują też w stanie dzikim, traktuje się je podobnie jak naszą jagodę, tj. doskonały środek działający regulująco na żołądek. Ale badań nad jej własnościami leczniczymi jeszcze w Polsce nie ogłoszono. Wiemy tylko, że jest bardzo smaczna i że rozszerzyła asortyment naszych owoców, a to też wiele warte.

Czarna jagoda

Jest to owoc leśny powszechnie łubiany i znany. Wiadomo, że świeże jagody działają lekko rozwalniająco, a suszone, np. w formie naparu lub wywaru — wprost przeciwnie. Ale mają one wiele jeszcze innych zalet.
Zacznijmy od liści. Znane w lecznictwie jako Folium Myrłilli zawierają 4—6% soli mineralnych, z czego ponad połowę stanowi potas, 8% — wapń, więcej niż 6% — magnez, a także sporo żelaza i fosforu. Mają też związek, zwany roślinną insuliną, i wiele innych cennych składników. Toteż poleca się je same lub w mieszankach (np. „Diabetosan”) przy cukrzycy, przy przewlekłych zaburzeniach trawienia, biegunkach, nudnościach, schorzeniach pęcherza itp. Przygotowując z nich napar, bierzemy 30 g liści na 1 I wody, a odwar przyrządzamy z 50—80 g liści, zalewając je 1 I wody i popijając po trochu w ciągu całego dnia.
Owoce czarnej jagody są dość zasobne w potas (od 62 do nawet 300 mg%), żelazo (0,7 mg%), siarkę (40 mg%) i wapń (15 mg%), ale mają stosunkowo niewiele magnezu (3 mg%) i fosforu (5 mg%). Są zasado- twórcze ( + 1), zawierają po trochu niemal wszystkie witaminy: witaminę A (258 j.m. w 100 g), B1, B2, PP, C (14,7 mg%) oraz ślady witamin P i D. Poza tym w ich składzie znajduje się antocjanowy glikozyd myrtillina (to ona tak świetnie barwi), sporo pektyn i innych związków.
Czarne jagody działają bakteriobójczo, szczególnie niszczą Escherichia • coli oraz niektóre szczepy Staphylococcus. Świeże owoce oraz odwary (kompoty) działają u dzieci i młodzieży przeciwrobaczycowo (Ascaris, Oxyuris). Fitoterapia poleca podawanie dzieciom czarnych jagód (także soków, przetworów) w dużej ilości przez 1—2 dni, a potem kilkakrotnie.
przez 2—3 tygodnie. Ciekawe, że wydalany kał zatraca przykrą, skatolową woń, gdy się jada więcej tych owoców. Świeżego soku czernic można pić 300—500 g dziennie, traktując go jako lek.
W 1 kg świeżych jagód jest 2—3 g garbników, ale w suszonych ta ilość znacznie wzrasta. Toteż susz niejako garbuje błony śluzowe jelit, uszczelniając je i zabezpieczając przed wchłanianiem jadów, a równocześnie uspokaja trzewia, zwalnia ruchy robaczkowe jelit, neutralizuje w nich nadmierną fermentację i działa bakteriobójczo. Stąd poleca się suszone czernice przy biegunkach. Obniżają także poziom cukru we krwi.

Borówki — smaczne i zdrowe

Wszystkie cztery rodzaje borówek: czernica, czyli czarna jagoda, brusznica, borówka wysoka oraz łochynia mają właściwości uzdrawiające, choć każda działa trochę inaczej.
Najbardziej u nas rozpowszechniona jest czarna jagoda, rosnąca w lasach całymi łanami. Ciekawe, że entomolog dr J. Karczewski ) prowadząc długoletnie badania, znalazł na tej roślinie ok. 200 gatunków owadów,- a wśród nich wiele bardzo pożytecznych. Dość popularna jest też najmniejsza z borówek — brusznica. Łochynia, tworząca kiedyś na podmokłych terenach, zwarte zagajniki z wysokich do 1—1,5 m krzewów, dziś jest gatunkiem prawie ginącym.

Właściwości witaminy C

Żeby dobrze zrozumieć konieczność dostarczania naszemu organizmowi witaminy C, trzeba po prostu wiedzieć, na co ona jest nam potrzebna. Trochę tych wiadomości już tu przemycono, po więcej odesłać wypada do innej książki ), a teraz chyba warto powtórzyć choćby najważniejsze rzeczy. Wprawdzie wyliczono, że witamina C chroni nas przed 33 chorobami i dolegliwościami, ale my wymieńmy choćby kilka najważniejszych. Więc jej generalną funkcją jest utrzymywanie w dobrym stanie tkanki łącznej, w tym komórek ścian naczyń krwionośnych. Ponadto zapobiega zaziębieniom wszelkiego rodzaju, a szczególnie chorobom wywołanym przez wirusy, gdyż je niszczy. Ratuje nasze serce w stanach zagrożenia, chroni przed chorobami krążeniowymi, pomaga w wielu schorzeniach alergicznych. Dzięki niej wszelkie powroty do zdrowia są przyspieszone. Witamina C, brana w dostatecznych dawkach, obniża poziom cholesterolu we krwi, ratuje więc przed sklerozą i innymi dolegliwościami starości, „czyści” arterie, nie dopuszcza do katarakty, broni przed różnego rodzaju reumatyzmami. Poza tym zwielokrotnia przyswajanie żelaza.
Przypomnijmy jeszcze raz, że nasz organizm nie bardzo umie tę witaminę magazynować i dlatego trzeba mu ją dostarczać wciąż na nowo. Nadmiar jest wydalany. A przy tym poziom jej w naszym organizmie jest bardzo zmienny i zależy od wielu czynników.. Czyli — mówiąc praktycznie — witaminy C „nigdy nie za wiele”, szczególnie w tym, co się jada.
I tu ciekawostka. Długo się zastanawiano, skąd dawni Eskimosi, odcięci od świata i zamieszkujący wieczne śniegi, gdzie nic nie rosło, otrzymywali witaminę C? I oto okazało się, że mieli zwyczaj zaraz po zabiciu każdego zwierzęcia jadać jego gruczoły przynerkowe, nieraz serce, wątrobę i inne „podroby” a także treści żołądkowe zwierząt i ryb. A właśnie w nich, a szczególnie w przynerczach, znajdują się jedyne zapasy witaminy C, jakie organizm ssaków gromadzi. Zbadał to największy autorytet w dziedzinie badań nad obyczajowością i zdrowiem Eskimosów dr medycyny Otto Schaeffer. A mieszkańcom Północy chyba jakiś instynkt dyktował, żeby właśnie tak się odżywiać, bo przecież o witaminie C w tamtych czasach nie wiedzieli nic.
W naszym klimacie przyroda dostarcza rozlicznych źródeł witaminy C, tak w postaci owoców, jak warzyw i tzw. zielenin. Można powiedzieć, że wszystkie owoce i warzywa są źródłami witaminy C w mniejszym lub większym stopniu. Nie wszystkie jednak można jadać „na surowo”, a podwyższona temperatura niszczy w dużym stopniu ten składnik. Jest go nie-co w ziemniakach i niektórych warzywach korzeniowych, ale przed zjedzeniem trzeba je ugotować. Obliczono, że ziemniaki w czasie umiejętnego nawet gotowania tracą ok. 20%‘witaminy C. Zieleniny natomiast i owoce — przynajmniej w sezonie — jada się na surowo. Stąd uważane są za podstawowe źródło tego składnika.
Nie będziemy wymieniać wszystkich owoców i warzyw zawierających witaminę C, ale wspomnijmy niektóre, wciąż jeszcze niewystarczająco doceniane. A ponadto przypomnijmy, że poza owocami róż — najbogatszym jej źródle ) w naszym kraju (owoce róży polnej zawierają ok. 400 mg% witaminy C; róży pomarszczonej — ok. 800 mg% a fałdzisto- listnej nawet do 2400 mg%) — trzeba też polecać: owoce rokitnika, czarnej porzeczki, truskawki, a z warzyw: paprykę słodką, kalafior, brokuły i zieleniny, np. natkę pietruszki, koperek, szczypiorek itp.

Co jest w czereśniach?

Przede wszystkim — woda. Jak we wszystkich miękkich owocach, jest jej 80%. Poza tym stosunkowo bardzo dużo potasu (ok. 200 mg%) i sporo witamin: A, C i grupy B oraz wiele związków mineralnych, jak żelazo, miedź, wapń, magnez, fosfor itp. A ponadto czereśnia musi zawierać szczególny składnik lub połączenie znanych związków musi być w niej jakieś szczególne, gdyż udowodniono, że owoce te potrafią wyleczyć z artretyzmu. Od lat wiedziała o tym medycyna ludowa, szczególnie we Francji, gdzie ich hodowlę udoskonalano przez wieki, odkąd legiony rzymskie przywiozły „pestki” czereśni do dawnej Galii. Już w owych czasach przeprowadzano kuracje czereśniowe” przeciw chorobom artre- tycznym. Połową kilograma tych owoców zastępowano jeden z posiłków przez kilka dni w ciągu całego sezonu letniego.
Choroba artretyczna jest ciągle jeszcze dla medycyny wielką tajemnicą ). Z wielu powodów można by ją uznać za jedną z „chorób cywilizacyjnych”, ale równocześnie badania wykazały, że dokuczała już starożytnym Egipcjanom, bo znajdowano jej ślady na mumiach egipskich. Przyczyna zapadania na artrełyzm jest nieznana. I prawdę mówiąc, nie bardzo wiemy, jak go leczyć. Po ponad 5000 lat istnienia tej choroby podaje się cierpiącym aspirynę,- a w cięższych przypadkach — kortizon i podobne leki, które… bardzo ułatwiają demineralizację organizmu i prowadzą do rzeszotowienia kości.
Mówi się też, że artretyzm jest spowodowany niedoborem witamin ), szczególnie grupy B, a wśród nich kwasu pantotenowego (lub pantotenia- nu wapnia). Najbogatszym jego źródłem są drożdże. Otóż ten kwas występuje także w wiśniach i czereśniach. Jak sama nazwa (pantos — po grecku — wszystko, każdy) wskazuje, występuje wszędzie, we wszystkim, a jednak bardzo wielu ludzi odczuwa jego niedobory. Kwas pantotenowy (pantoteniany) nazwał tak dr Roger Williams, który potem bardzo tego żałował. Bo rzeczywiście witamina ta jest „wszędzie”, we wszystkich niemal produktach, ale też ogromnie łatwo ją zniszczyć: wystarczy podnieść temperaturę, moczyć lub dłużej płukać produkty, albo poddawać je procesom przemysłowym, jak choćby „oczyszczanie” ziarna, aby część lub całość pantotenianów zniszczyć czy usunąć. A jest m. in. konieczny do powstawania enzymu, który w dość skomplikowany sposób powoduje usuwanie wody z organizmu. Ponadto także — do likwidowania zmęczenia organizmu, do prawidłowego funkcjonowania gruczołów wydzielania wewnętrznego, a nawet do wzrostu cebulek włosowych i wielu innych czynności ustroju ludzkiego.
Artrełyzm jest jedną z ok. 80 różnych form reumatyzmu, wymagających odmiennego leczenia. Ale niektóre jego postacie — po zastosowaniu diety — można wyleczyć lub uzyskać ogromną poprawę. Zwłaszcza w połączeniu z odpowiednią regularną gimnastyką.
Wprost zdumiewające wyniki osiągnął w tej dziedzinie lekarz amerykański dr Robert Bingham z Kalifornii ). Przyszła do niego pacjentka, młoda kobieta, cierpiąca na fatalny artrełyzm. Już po 6 tygodniach stosowania ściśle określonej diety opuchlizna rąk zniknęła, a po 3 miesiącach kobieta nie miała śladu po artretyzmie. Szczególnie dobre wyniki otrzymuje się w przypadkach opuchnięcia i zniekształcenia stawów palców, które to dolegliwości mijają po kuracji czereśniowej lub wiśniowej. Przy tym jest obojętne, czy jada się owoce świeże, czy z kompotu, czy sam sok. Działają tak samo i wiśnie, i czereśnie, i to każda odmiana. Nieraz poprawa następuje nawet po 2 dniach czy po tygodniu, ale czasem trzeba czekać o wiele dłużej. Ustępują bóle ramion, kolan, dużego palca u nogi i to niezależnie od wieku pacjenta. Tak u dzieci, jak i u dorosłych czy starców obrzęki znikają, ból mija.
Wspomniany już R. Williams uważa, że pierwszą rzeczą przy leczeniu artretyzmu jest „rewizja odżywiania”. Na ogół np., pacjenci wykazują niedobory witamin grupy B, a także witaminy C. Dr R. Bingham twierdzi nawet, że: „Kto się rzeczywiście prawidłowo odżywia, ten nie cierpi na choroby reumatyczne lub artretyczne kości”. To swoje twierdzenie oparł na komputerowych analizach diety tysięcy pacjentów. Ogólnie biorąc, chorzy mają niedobory pierwiastków śladowych, wielu witamin, wapnia, hormonów, enzymów i białek. Powinni w ogóle usunąć z jadłospisu: alkohol, tytoń, przemysłowo oczyszczaną żywność i tłuszcze nasycone. Jeść tylko produkty świeże i możliwie surowe, dużo owoców, warzyw, mleka i po trochu jaj, ryb oraz sera. Ważyć tyle, ile wynosi norma, nie za mało, ale i nie za dużo (nadwagi trzeba się koniecznie pozbyć). Rzecz jasna, że nie wszystkim chorym wystarczają takie „leki”, jak dieta i czereśnie, ale właśnie są one „środkami profilaktycznymi”, a nieraz w początkach niedomagań potrafią je skutecznie usuwać.

Z sekretów pochodzenia czereśni

Ponoć do Europy, konkretnie do Włoch, po raz pierwszy przywiózł czereśnie z Azji Mniejszej słynny epikurejczyk Lukullus (117—56 p.n.e.) po zwycięstwie nad królem Miłrydatesem VI. A było to ok. 70 r. p.n.e. Już za czasów Pliniusza Starszego (23—79 r.n.e.) znanych było wiele rozmaitych odmian wiśni i czereśni. Ale kiedy je „udomowiono” po raz pierwszy — nie wiadomo. Wydaje się, że najpóźniej ze wszystkich przedstawicieli rodzaju Prunus (śliwy, migdałowce, morele itd.). W każdym razie wiśnie uprawiano o wiele wcześniej, gdyż są dowody, że Chińczycy hodowali dwa gatunki wiśni już przed 1000 r. p.n.e. Jeden z tych gatunków (Prunus pseudocerasus) znany jest tylko jako odmiana szlachetna i nie znaleziono go w słanie dzikim, czyli można przypuszczać, że zajęto się nim w bardzo zamierzchłych czasach ).

Czereśnie i artretyzm

Na ogół tylko dzieci lubią czereśnie. Dorośli nie cenią ich tak, jak na to zasługują. Przynajmniej u nas. Bo np. we Francji mówi się, że „czereśnie są dla kokietek , ponieważ działają upiększające na cerę i dają dobry humor. A ogonki czereśniowych i wiśniowych owoców są oceniane niezwykle wysoko, jako środek odchudzający i moczopędny. Kiedyś, za bardzo dawnych lat używano kory z drzew pestkowych przeciw robaczycy. Żywicę spływającą z pnia mieszano z wodą i używano jako leku na liszaje, a także na artretyzm.

Źródła pektyn

Najłatwiej dostępnym i bogatym źródłem pektyn są chyba jabłka. Jeśli podejrzewamy, że skórka — też bogata w pektyny — jest skażona bru­dem, opryskami lub innymi zanieczyszczeniami, trzeba owoce umyć pod bieżącą wodą, a potem przepłukać wrzątkiem, najlepiej z dodatkiem octu. (Każdy rodzaj octu skutecznie usunie toksyczne substancje). Naturalnie, że można też jabłko obrać, ale tym samym pozbawia się je części wartościowych związków.
W pomarańczach i innych cytrusach najbogatsza w pektyny jest biała błonka (albedo) znajdująca się pod aromatyczną skórką. Innymi dobrymi źródłami są: pigwy, banany, czereśnie, rodzynki, winogrona, porzeczki, agrest, ananasy, maliny, pomidory, morele i in. Wszystkie te owoce’ które łatwo „żelują”, czyli podczas gotowania tworzą galaretkę, mają więcej lub mniej pektyn).

Wprawdzie Anglicy zapewniają, że jadanie 1—2 jabłek codziennie przez całe życie niemal gwarantuje, iż się nie będzie miało sklerozy, to jednak, jeśli się już ma nadmiar cholesterolu w organizmie, trzeba by zjadać ok. 1 kg tych owoców dziennie, aby go się pozbyć. Najlepiej po­pijać sok z jabłek (z tego 1 kg) lub jadać je tarte, tym bardziej — przy­pomnijmy — że w tej formie skuteczniej działają.

Nie należy również zapominać o innych czynnikach, które pomagają w obniżaniu poziomu cholesterolu. Należą do nich: ruchliwy tryb życia, dostateczna ilość wapnia w pożywieniu, jadanie czosnku i kiełków pszenicy, a także olejów roślinnych (słonecznikowy, kukurydziany, sojowy). Ponadto — dostarczanie organizmowi produktów bogatych w błonnik, np. otrąb. Potrafią one — o czym już była mowa — „wyrzucać” cholesterol z przewodu pokarmowego, podobnie jak pektyny. Błonnik i pektyny wraz z wita­miną C, wapniem i magnezem chronią nasz organizm przed skażeniami przemysłowymi), tak powszechnie w naszych czasach zatruwającymi środowisko.