Cebulowe cnoty

Cebuli przypisywano wiele „cnót”. Ponieważ wyciska nie tylko łzy, ale jest i moczopędna, od wieków była „babskim lekiem” na schorzenia nerek i pęcherza, a przez długie stulecia niemal jedynym medykamentem na „puchlinę” wodną.
Zanim wspominany już Borys Tokin odkrył fitoncydy, medycyna ludowe wierzyła w uzdrawiające — w pewnych wypadkach — działanie cebuli. Toteż zalecano sporządzony z niej syropek na anginy, różne zaziębienia, chrypki itp. Aplikowano go szczególnie dzieciom, jako że chętnie to słodkie lekarstwo popijały. Warstwy posiekanej cebuli przesypuje się cukrem, a sok sam wypływa. Po łyżeczce podaje się go małemu pacjento-wi. Fitoncydy działają — jak wiemy — zabójczo na bakterie, grzybki,- niektóre owady, a także m. in. na owsiki i glisty. A więc ten lek na pewno nie zaszkodzi, a na ogół pomaga.
Paryżanie lubią — po przehulanej nocy — jadać swoją słynną zupę cebulową, która ponoć skutki przepicia usuwa skuteczniej, niż nasz barszczyk czy kwaśne mleko (ale nie tak skutecznie, jak sok z kiszonej kapusty). Paryżanki polecają jadanie surowej cebuli w celach upiększających. Twier-
dzą, że wspaniale działa na porost włosów i wzmacnia paznokcie. Ma rzeczywiście sporo siarki, krzemu i cynku, a wiadomo, że przy niedoborze tych pierwiastków zaczynają cierpieć włosy i paznokcie.
Trochę niesprawiedliwie przypisuje się cebuli te zalety, których o wiele więcej posiada czosnek, a mianowicie wpływ na „męskość” i działanie profilaktyczne, a także lecznicze, w przypadkach choroby gruczołu ‚ krokowego (pospolicie zwanej „prostatą”), której zapobiega i którą leczy głównie cynk. Cebula i czosnek mają go sporo. Tylko że bezpieczniej jest zjeść bardzo dużo cebuli pod każdą postacią, niż czosnku, i pewnie dlatego medycyna ludowa częściej zaleca cebulę, jako lek w takich przypadkach.
W niektórych okręgach Francji od niepamiętnych lat aż do dzisiaj ludowa tradycja nakazuje, aby koniom podawać od czasu do czasu trochę cebuli. Uważa się tam, że leczy ona u zwierząt zwężenia naczyń krwionośnych i zapobiega powstawaniu w tych naczyniach skrzepów. Rzeczywiście po takiej kuracji skrzepy przestają się tworzyć, konie są zdrowe i mogą normalnie pracować.
Tę właściwość cebuli postanowił zbadać na ludziach lekarz kardiolog, dr Sudhakaran Menon, Burmańczyk z pochodzenia, pracujący w szpitalu Royal Wiktoria Infirmery w Newcastle on Tyne w Anglii ). Stwierdził on — ponad wszelką wątpliwość że związki zawarte w cebuli, podobnie jak w czosnku, nie dopuszczają do tworzenia się skrzep  w naczyniach krwionośnych (rozpuszczają białko fibrynę), a już istniejące — leczą skutecznie. I to niezależnie od tego, czy jada się to warzywo na surowo, czy gotowane, pieczone, a nawet smażone. W dodatku nie tylko sama cebula leczy, ale także jej zielone, nadziemne części, a więc szczypior.
Warto tu jeszcze dodać, że na takie skrzepy jesteśmy niemal wszyscy narażeni. Jeśli ilość nierozpuszczalnej fibryny przekroczy w organizmie dopuszczalną normę, dochodzi do powstawania skrzepów we krwi, a one mogą stanowić śmiertelne nawet niebezpieczeństwo. Dla tych, którzy nie odżywiają się racjonalnie, jedzą tłusto i wielbią tzw. ciężką kuchnię, a przy tym mało zażywają ruchu, jeżdżą samochodami, siedzą za biurkiem i nie uprawiają gimnastyki, sportu, „ścieżek zdrowia”, długich szybkich spacerów itp., zwiększa się ryzyko skrzepu czy zawału. Więc,., niech chociaż jedzą cebulę.
Po spożyciu tłustego posiłku samoobrona organizmu przeciwko powstawaniu nadmiaru fibryny jest osłabiona. Substancje hamujące krzepnięcie krwi tracą zdolność działania na okres 2—3 godz. i właśnie w tym czasie zjawia się niebezpieczeństwo powstania skrzepu, który jeśli dotrze do serca, powoduje zawał.